Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogger. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą blogger. Pokaż wszystkie posty
Urban Skin - nowa seria do pielęgnacji twarzy firmy Nivea

Urban Skin - nowa seria do pielęgnacji twarzy firmy Nivea

Od ponad tygodnia testuję nową serię do pielęgnacji twarzy, tym razem od firmy Nivea. Jest to seria Urban Skin skierowana dla potrzeb skóry kobiet mieszkających w mieście. W jej skład wchodzą - krem na dzień, żel - krem na noc i 1 minutowa maska oczyszczająca, wspierająca pielęgnację kremową. O moich początkowych spostrzeżeniach i opinii na jej temat możecie przeczytać w dzisiejszym poście.



Już od samego początku bardzo spodobała mi się kolorystyka opakowań i grafika wszystkich produktów. Jest wyrazista i energetyczna czyli właśnie taka jak miejska atmosfera. Zachowana jest w głównie w zielonym, limonkowym odcieniu. Wszystkie produkty kupujemy zapakowane w kartoniki, na których możemy wyczytać rozszerzone informacje na ich temat. Kremy znajdują się w plastikowych słoiczkach a maska w wyciskanej tubce.

Co pokrótce możemy się dowiedzieć o produktach od samego producenta.

Maska zawiera w sobie białą glinkę i aktywny ekstrakt z magnolii. Zapewnia bardzo głębokie oczyszczenie i złuszcza martwe komórki naskórka dzięki peelingującym drobinkom. Udoskonala cerę i wspiera jej piękny wygląd.

Krem na dzień zawiera kwas hialuronowy, antyoksydanty i ekstrakt z bio zielonej herbaty. Zapewnia 48 godzinne nawilżenie oraz dodatkową ochronę antyoksydacyjną. Wzmacnia naturalny system ochronny skóry. Pomaga chronić skórę przed negatywnym wpływem czynników zewnętrznych, zanieczyszczeniem powietrza i szkodliwym działaniem promieni słonecznych dzięki ochronie UVA/UVB (SPF 20).

Żel - krem na noc zawiera również kwas hialuronowy, antyoksydanty i ekstrakt z bio zielonej herbaty. Pomaga oczyszczać skórę z toksyn każdego wieczoru. Przywraca zdolność antyoksydacyjną skóry i wzmacnia jej naturalny system ochronny, pomaga cerze zregenerować się podczas snu oraz zapewnia obfite nawilżenie.

Jak kosmetyki wypadają u mnie w rzeczywistości? Zacznijmy od przemaglowania kremów.

Pierwsze co rzuca się w oczy po otwarciu słoiczków to ich kolory i konsystencja, która na gołe oko różni się od typowych kremów. Zarówno krem na dzień jak i żel - krem na noc są pastelowo zielone - nazwałabym ten odcień rozbieloną miętą. Pomimo, że jedynie krem na noc ma w swojej nazwie słowa krem - żel to odniosłabym to określenie również do kosmetyku na dzień. Dla mnie ich formuła praktycznie się nie różni.



Na początku z dozą sceptycyzmu podeszłam do tej pielęgnacji właśnie ze względy na wspomnianą formułę. Moja skóra jest sucha, żelowe kosmetyki zawsze kojarzą mi się z tymi, które nie wystarczająco ją nawilżają. Jest ona zazwyczaj ściągnięta po umyciu żelem do demakijażu wieczorem czy przemyciu rano tonikiem. Na szczęście produkty Nieva dość dobrze dały radę zmierzając się z tym problemem. Skóra po ich użyciu od razu przestałą ciągnąć a ja odczułam ulgę.


Obydwa kremy (piszę o nich obu na raz, ponieważ nie zauważyłam większej różnicy w ich stosowaniu rano i wieczorem) są leciutkie i dość dobrze się wchłaniają. Nie odczuwałam aby zostawiały na skórze film, jednak dotykając ją zauważyłam, że skóra na początku lekko się lepi. Mi to nie przeszkadzało. Krem na dzień doskonale współgrał ze wszystkimi podkładami jakich używałam a ten efekt lekkiej lepkości wręcz mi odpowiadał przy ich nakładaniu (lubię go stemplować pędzlem zamiast rozcierać). Miałam wrażenie, że dzięki temu podkład lepiej się trzymał skóry.


A co jeśli chodzi o nawilżenie? Na kartonikach kremów widnieje hasło - booster nawilżenia. To również na początku przykuło moją uwagę bo to jest właśnie to, czego moja skóra potrzebuje. Po aplikacji kosmetyków owszem, odczuwałam kojące nawilżenie lecz muszę powiedzieć, że osobiście preferuję znacznie bardziej intensywny efekt. Ja lubię ciężkawe kremy, które dosłownie czuć na twarzy - seria Urban Skin jest lekka, delikatna, dająca nieprzytłaczający efekt. Myślę, że jest to seria idealna na wiosenno - letni okres, przynajmniej dla mnie. Wspomnę jeszcze, że z biegiem dnia skóra twarzy była jak najbardziej ładnie nawilżona, nie odczuwałam suchości a po głowie nie krążyły mi żadne myśli, że krem nie zaspokaja zapotrzebowań mojej cery. Tak samo czułam się rano.

Muszę jeszcze napisać o jednym, myślę że ważnym aspekcie obydwu kremów a jest nim ich zapach. Kremy (jak dla mnie) prześlicznie pachną. Gdy pierwszy raz użyłam kremu na dzień to jego zapach chodził za mną wszędzie przez naprawdę długi czas. Krem na dzień pachnie powiedzmy delikatnie w porównaniu do żel - kremu na noc ale wg mnie cały czas jest mocno wyczuwalny. Wersja wieczorna z kolei pachnie naprawdę mocno jak na kosmetyki z tej kategorii i to może być dla kogoś wielki plus lub cecha wykluczająca jego używanie. Ja, pomimo, że mam świadomość, że składniki zapachowe są tymi, które potrafią uczulić lub podrażnić, to zakochałam się w nich od pierwszego użycia.

Dodatkowym plusem, o którym muszę wspomnieć w przypadku wersji na dzień to filtr SPF 20. Fajne również jest to, że kremy mają 2 kolory wieczek - białe na dzień i granatowe na noc. Bez problemu więc możemy sięgnąć po interesujący nas o danej porze dnia kosmetyk, bez zbędnego wczytywania się w etykietę.


Przejdę teraz do maski. Jest to kosmetyk uzupełniający podstawową pielęgnację. Nakładamy ją na co najmniej 1 minutę przed zastosowaniem kremu. Niestety gdy pierwszy raz sięgnęłam po nią, skóra w bardzo krótkim czasie po jej nałożeniu zaczęła mnie piec. Nie było to palące pieczenie ale zdecydowanie intensywne. Postanowiłam jednak poczekać i sprawdzić czy nie jest to chwilowe odczucie. Maska również delikatnie pachnie jednak inaczej niż kremy. Zawiera w sobie mikro drobinki, które mają peelingować nasz naskórek. Ja nakładałam kosmetyk pędzelkiem więc nie bardzo odczułam ten efekt. Po około jednej minucie maska zaczyna zastygać a ponieważ u mnie pieczenie nie ustępowało, postanowiłam wtedy ją zmyć. Miałam obawy, że moja skóra będzie zaczerwieniona, na szczęście po umyciu wyglądała zupełnie normalnie a uczucie pieczenia momentalnie odeszło. Po osuszeniu twarzy odczuwałam mocne ściągnięcie skóry, które zniwelowało użycie kremu z serii. Ze względu na to, że nie rozcierałam maski na twarzy palcami (nie skorzystałam z efektu peelingu) nie zauważyłam wygładzenia cery ale wyglądała na ładnie oczyszczoną.



Jestem ciekawa czy efekt pieczenia to coś normalnego w przypadku tego kosmetyku, póki co nie zdecydowałam się na ponowną aplikację ale myślę, że dam jej jeszcze jedną szansę. Nakładanie maseczek wiąże się raczej z przyjemnością i relaksem dla skóry i pomimo, że po zmyciu twarzy wszystko z nią było w jak największym porządku to uczucie pieczenia mnie mocno na wstępie zniechęciło.




Jakie jest moje podsumowujące zdanie na temat serii Urban Skin od Nivea? Kremy jak najbardziej polecam. Ze względu na ich lekkość i ten oszałamiający zapach będę do nich wracać w porze letniej. Krem na dzień jest bardzo fajną i przyjemną bazą pod makijaż. Krem na noc oprócz pielęgnacji koił moje zmysły poprzez swój zapach. Natomiast jak możecie się domyślić maskę sobie odpuszczę gdy ponowi się to nieprzyjemne pieczenie podczas drugiej aplikacji na mojej twarzy.

Seria Urban Skin jest dostępna w wielu drogeriach. Pojemność kremów to 50 ml, maski - 75 ml. Cena kremów - ok 17 zł, ceny maski nie znalazłam - przepraszam :)

Na samym końcu pod zdjęciami wrzucam listę składników poszczególnych kosmetyków.




Składniki:

Krem na dzień
Aqua, Octocrylene, Glycerin, Ethylhexyl Salicylate, Alcohol Denat., Butyl Methoxydibenzoylmethane, Methylpropanediol, Distarch Phosphate, C12-15 Alkyl Benzoate, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Silica Dimethyl Silylate, Glycyrrhiza Inflata Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Dimethicone, Carbomer, Dimethiconol, Sodium Polyacrylate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Trisodium EDTA, Sodium Hydroxide, Phenoxyethanol, Citronellol, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Benzyl Alcohol, BHT, Parfum, CI 47005, CI 42090

Żel - krem na noc
Aqua, Cyclomethicone, Glycerin, Alcohol Denat., Distarch Phosphate, Methylpropanediol, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Glucosylrutin, Isoquercitrin, Glycyrrhiza Inflata Root Extract, Camellia Sinensis Leaf Extract, Sodium Hyaluronate, Cetearyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Carbomer, Sodium Polyacrylate, Trisodium EDTA, Dimethiconol, Sodium Hydroxide, BHT, Phenoxyethanol, Citronellol, Linalool, Alpha-Isomethyl Ionone, Limonene, Benzyl Alcohol, Parfum, CI 47005, CI 42090 

Maska
Aqua, Kaolin, Glycerin, Alcohol Denat., Glyceryl Stearate, Cetearyl Alcohol, Microcrystalline Cellulose, Butyrospermum Parkii Butter, Caprylic/Capric Triglyceride


Podkład No Mask od Lirene - recenzja produktu, makijaż.

Podkład No Mask od Lirene - recenzja produktu, makijaż.

O podkładzie Lirene No Mask pewnie słyszała już większość z was. Został wprowadzony na rynek kilka dobrych miesięcy temu jako ultralekki i długotrwały podkład do twarzy. Jak się sprawdził u mnie i co o nim sądzę - przeczytajcie poniżej.




OD PRODUCENTA

Ultralekki, długotrwały fluid No Mask zapewnia perfekcyjny i nieskazitelny wygląd cery przez cały dzień. Fluid nie zmienia koloru w czasie, nie rozmazuje się i nie brudzi ubrań.

Lekka, płynna konsystencja sprawia, że fluid idealnie stapia się ze skórą, dzięki czemu makijaż wygląda świeżo i naturalnie, a skóra nie jest obciążona. Cera o wyrównanym kolorycie staje się gładka i aksamitna w dotyku.

Zawarty w formule kwas hialuronowy odpowiednio nawilża skórę, w efekcie czego cera wygląda zdrowo i promiennie. Elastynol zapewnia skórze odpowiednie napięcie oraz ochronę i regenerację.


OPAKOWANIE

No więc opakowanie jest grzecznie mówiąc - podlegające dyskusji a dlaczego? Podkład kupujemy w szklanej buteleczce o pojemności 30 ml zamkniętej w kartonikowym opakowaniu. Butelka wygląda przyjemnie, ma nieco odmienny kształt od większości drogeryjnych fluidów. Na pewno jednak wiecie, że No Mask nie ma ani pompki, ani szpatułki czy aplikatora. Podkład jest bardzo płynny, próbowałam go okiełznać na kilka sposobów (aplikacja na dłoń, bezpośrednio na pędzel, za pomocą nakrętki) i niestety każde dozowanie wiązało się albo z pobrudzeniem opakowania albo zmarnowaniem części kosmetyku albo tym i tym na raz. Nie do końca rozumiem skąd pomysł na takie rozwiązanie, na pewno nie ułatwia ono życia posiadaczkom tego kosmetyku :)



KONSYSTENCJA

Jak wspomniałam wyżej podkład jest bardziej wodnisty niż kremowy i należy bardzo uważać przy jego dozowaniu i aplikacji. Przez swoją konsystencję jednak jest praktycznie niewyczuwalny na twarzy, potwierdzam, że jest ultralekki.



KRYCIE, EFEKT

Fluid jest leciutki w formule co nie oznacza, że słabo kryje. Jedna warstwa ładnie wyrównuje nam koloryt skóry, jeśli na twarzy występuje trądzik lub przebarwienia - można krycie wzmocnić przez nałożenie dodatkowej warstwy. Przy poważniejszych zmianach na skórze sugerowałabym użycie pod spód odpowiedniego korektora. Ja na co dzień preferuję naturalny wygląd i jedna warstwa podkładu w zupełności mi wystarczała. Na wyjścia z kolei sięgałam po inne podkłady - zamiast nakładania dwóch warstw nawet lekkiego podkładu wolę jedną, o większej mocy krycia.

Wykończenie podkładu nie jest jak mogłoby się wydawać przez konsystencję mokre. Podkład na twarzy pozostawia względnie matowy efekt, będzie dobrym rozwiązaniem dla przetłuszczającej się skóry. Ja mimo wszystko zawsze wykończam makijaż twarzy pudrem sypkim lub w kamieniu aby przedłużyć jego trwałość.

Nie zauważyłam używając go podkreślenia suchych skórek.

 Twarz jedynie nawilżona.


 Z podkładem.


 Z korektorem i pudrem.



TRWAŁOŚĆ

Podkład na skórze trzymał się stosunkowo dobrze. Na pewno musiałam go standardowo jak u mnie po kilku godzinach ponownie przypudrować w celu zmatowienia a z biegiem dnia delikatnie się ścierał szczególnie w okolicach nosa lub ogólnie strefy T. Nie jest to super trwały podkład ale też nie znika z naszej twarzy po 3-4 godzinach. Myślę, że 6 - 8 godzin powinien wytrzymać na skórze bez dodatkowych poprawek, baza pod podkład może przedłużyć jego trwałość.

KOLOR

Podkład został wydany w 3 odcieniach - 01 jasny, 02 naturalny i 03 beżowy. U mnie najczęściej występuje przy doborze podkładu ten sam problem - najjaśniejszy podkład z gamy kolorystycznej danego fluidu jest zazwyczaj i tak za ciemny do mojej skóry. Niestety w przypadku No Mask nie było inaczej. Pozostaje mi go używać zatem latem, gdy skóra jest muśnięta słońcem lub rozjaśniać go specjalnym preparatem. Nie mam jednak żalu za nie używanie go zimą bo jego konsystencja i lekkość idealnie wpasowuje się w wiosenno - letnie zapotrzebowania mojej skóry.

POJEMNOŚĆ I CENA

30 ml, ok. 38 zł

PODSUMOWANIE

Największym plusem podkładu w mojej ocenie jest jego delikatna konsystencja i naturalny efekt jaki daje na twarzy. Niestety u mnie minusem jest zbyt ciemny odcień najjaśniejszego koloru ale przede wszystkim brak pompki w buteleczce. Szkoda, bo są to cechy tak naprawdę nie mające powiązania z samym produktem i jego jakością i gdyby je wyeliminować to byłby na pewno jednym z produktów, po które sięgam do codziennego, niewymagającego super trwałego i wyrazistego efektu makijażu.



Wiosenne rozdanie.

Wiosenne rozdanie.

Od wirtualnych wieków na blogu nie pojawiło się żadne rozdanie. Stwierdziłam, że nadchodząca wiosna będzie idealną okazją do jego zorganizowania. Tym razem podzielę się z wami kosmetykami, które w dwóch poprzednich paczkach dostałam od Lirene i Under 20.

Tym razem po raz pierwszy podzieliłam kosmetyki na dwa zestawy, które wyglądają następująco:


1. Karmelowy balsam - fluid Sun BB.
2. Puder City Matt odcień 03 - beżowy.
3. Fluid kryjąco - matujący dla typu urody - jesień.
4. Matujący krem BB z kwasem hialuronowym odcień 02 - naturalny.
5. Rajstopy w sprayu dla ciemnej karnacji.


1. Micelarny fizjologiczny żel do higieny intymnej.
2. 3 - stopniowa kuracja intensywnie złuszczająca.
3. Aktywny krem redukujący niedoskonałości.
4. Krem matujący BB o działaniu antybakteryjnym.
5. Fluid kryjąco - matujący, typ urody - zima. 

Zestaw pierwszy jak możecie zauważyć będzie idealny dla osoby o ciemniejszej karnacji, natomiast druga wersja przyda się z pewnością nieco młodszej osobie (przynajmniej ode mnie). Jeśli weźmiecie udział w rozdaniu to w komentarzu koniecznie zaznaczcie który zestaw chciałybyście otrzymać.

ZASADY

Zasady rozdania są takie same jak zazwyczaj - należy przede wszystkim być publicznym obserwatorem bloga. 

Aby uzyskać dodatkowe punkty możecie:
  - wrzucić na swojego bloga w pasku bocznym poniższy baner, z linkiem odsyłającym do posta o rozdaniu,
  - polubić profil bloga na FB,
  - zaobserwować moje konto na Instagramie (obydwa odnośniki w pasku bocznym bloga),
  - zaobserwować moje konto na Snapchacie (mój nick to: kommokasia). 

Będzie mi miło widzieć każdego nowego obserwatora w powyższych social mediach.

Udział w rozdaniu mogą wziąć aktywne blogerki (proszę o nie zgłaszanie się blogów założonych typowo do rozdań - nie będę ich brała pod uwagę).

Proszę o zgłaszanie się osób pełnoletnich. Wysyłka nagród tylko na terenie Polski.

Wzór zgłoszenia chęci udziału w rozdaniu:

   - pod jaką nazwą obserwujesz bloga,
   - adres email,
   - baner rozdaniowy na swoim blogu nie/tak (podaj adres bloga),
   - lubię profil świat kommo na FB  nie/tak (podaj proszę imię i pierwszą literę nazwiska lub nazwę profilu),
   - obserwuję profil kommo na Instagramie/Snapchacie  nie/tak (pod jaką nazwą),
   - wybieram zestaw 1/2. 

Rozdanie trwa od dzisiaj 10.03.2016 do 31.10.2016. 

Wyniki rozdania ogłoszę jak najszybciej po ukończeniu rozdania - osoba zostanie wybrana losowo. Wybraną osobę o wygranej poinformuję w poście z wynikami. Jeśli dana osoba nie zgłosi się i nie poda adresu do wysyłki w ciągu 3 dni - wyłonię nowego zwycięzcę. 


BANER ROZDANIOWY




POWODZENIA !!!



Podsumowanie 2015 / Plany 2016

Podsumowanie 2015 / Plany 2016

Nigdy wcześniej nie pisałam "okazjonalnych" postów, które masowo pojawiają się na innych blogach. Tematyczne makijaże (stylizacje paznokci itp.) wkomponowane w aktualne okazje, pory roku. Podsumowania miesięcy, posty wpasowujące się w blogowe i vlogowe trendy. Nie to, że mi taki porządek nie odpowiada - wręcz przeciwnie. Zawsze chciałam - nigdy mi nie wychodziło. Być może więc ten podsumowujący poprzedni rok post i publiczne uzewnętrznienie się z pewnych założeń będzie zalążkiem do jakiegoś mini przełomu w moim życiu - wprowadzenia i trzymania się pewnej organizacji.

Plany na 2016 rok.

Może najpierw o moich planach na 2016 rok. Tych osobistych i tych blogowych. Oprócz takich ogólnych, motywacyjnych założeń towarzyszących mi niezmiennie każdego dnia mam zaledwie 2 konkretne plany, za którymi mam nadzieję (o ile je zrealizuję) pójdą inne pozytywy. W 2016 roku chcę:

1. znaleźć nową pracę,
2. zrzucić 8 kg wagi.

Czas na nowe wyzwania dla mnie i powrót z urlopu macierzyńskiego i wychowawczego będzie idealnym momentem do podjęcia tego kroku i znalezienia nowej pracy. Wierzę, że się uda. Potrzebuję nadal się rozwijać i uczyć nowych rzeczy.

Która z was nie wchodzi w nowy rok z postanowieniem zrzucenia kilku dodatkowych kilogramów :) Na pewno wiele z was też ma takie założenie. Ja się śmieję bo taki cel towarzyszy mi każdego 1. stycznia ostatnich lat, przemienia się on potem w postanowienie od nowego miesiąca a potem od każdego poniedziałku. I znowu zaczynam od nowa :) Nie mam żadnego konkretnego planu, rozpisanej diety, ćwiczeń itd. Spróbuję jednak w jakiś sposób to osiągnąć. Chciałabym powrócić do wagi sprzed ciąży i dodatkowo pozbyć się jeszcze z dwóch, trzech kilogramów ekstra. Na to się składa również zdecydowanie zdrowsze odżywianie się oraz bardziej sumienne zadbanie o swoje ciało.

Moje blogowe założenie jest zaledwie jedno ale i za nim idzie pewien ogonek. Przede wszystkim zależy mi na systematyczności. Początkowo zamierzałam wyznaczyć sobie cel dwóch postów w tygodniu ale nie - niech będzie chociaż jeden ale niech on faktycznie będzie! Podliczając po jednym poście w tygodniu będzie ich około 50 pod koniec roku. Dla mnie obecnie to całkiem sporo, być może bilans wyjdzie jeszcze lepszy. Oby tak było.

Zdecydowanie brakuje w moim życiu organizacji i samodyscypliny. Nad tym będę potężnie pracować.

Podsumowanie 2015 roku. 

Dopiero co zakończony rok nie był dla mnie łatwy pod wieloma względami. Mogę nawet powiedzieć, że był jednym z najcięższych w moim dorosłym życiu. Bardzo wiele działo się prywatnie, niestety prawie cały czas szłam pod górkę. Kosztowało mnie to wszystko ogromu emocji i siły. Pewne sprawy nie są rozwiązane do dzisiaj.

Mojej córce od urodzenia towarzyszy problem z karmieniem. Nie chcę się nad tym rozwodzić ponieważ dotychczas jedynie 2, 3 osoby zrozumiały przez co przechodzę, bo same tego doświadczyły. Jest to kolejna kwestia przy której zostałam wyciśnięta z siły, cierpliwości i pozytywnej energii.

Mogłabym przeciągnąć żalenie się jeszcze bardziej bo mam co z siebie wyrzucać ale nie chcę tego robić ponieważ nie jest to odpowiednie miejsce, jestem w sumie dla was obcą osobą. Chcę się jednak skupić przede wszystkim na tym, że pomimo tego co się dzieje w moim, naszym życiu - zawsze warto generować w sobie siłę do walki o każdy nowy dzień i o jutro. I to powinno dawać nam więcej energii niż niepowodzenia przytłoczenia.

W kwestii blogowania 2015 rok również nie był moim najlepszym a nawet dobrym. Od tygodni i miesięcy próbowałam się mobilizować i zaczynać wchodzić z systematycznością ale najczęściej brak motywacji i zmęczenie odwodziły mnie od pisania notek. Jednak chęci dalej są, plany i zamierzenia. Na tym polu chciałabym się rozwijać i kontynuować jego prowadzenie bo pisanie bloga sprawia mi po prostu frajdę. Nie mam wygórowanych ambicji - piszę przede wszystkim bo lubię, cieszę się z waszych komentarzy i odwiedzin i za to wam w tym miejscu dziękuję.

Podsumowując - jestem napełniona optymizmem i zaliczam się do tych osób, którym początek roku dodaje powera i motywacji. Czy wam też towarzyszy to odczucie na przełomie roku? Jakie są wasze założenia na 2016 rok?

Nie robię tego często ale przy okazji chciałam was zachęcić do obserwowania mnie na Instagramie, gdzie przeplata się moje blogowo - prywatne życie. Mój nick na Instagramie to @kkommo (klik), a także jeśli ktoś posiada snapchata to zapraszam pod nickiem @kommokasia.

Na koniec, żeby nie było w tym poście jedynie tekstowej posuchy, wrzucę kilka zdjęć dla mnie najistotniejszych - z moim malutkim człowieczkiem, moją szefową, która wywróciła moje życie do góry nogami.

Wszystkim osobom, które do mnie zaglądają życzę Szczęśliwego Nowego Roku, aby układało się wam tak, jak sobie tego wymarzycie. I nie zapomnijcie uwzględnić mojego bloga w waszych czytelniczych planach.