piątek, 31 stycznia 2014

Ciążowo - I trymestr u Kommo.

Hej dziewczyny - dzisiaj temat ciążowy - dla ciekawych i zainteresowanych :)

Szczerze wam przyznam, że do dzisiaj łapię się na tym, że mówiąc o ciąży dziwię się, że naprawdę mówię czy piszę o sobie. Temat ciąży nie jest mi obcy, gdyż po drodze mojego życia przeżyłam wiele ciąży swoich kuzynek i koleżanek. Jednak samemu to przeżywać i to po raz pierwszy jest całkiem inaczej biorąc pod uwagę zalety jak i niedogodności związane z tym stanem.

Dzisiaj napiszę swoje refleksje, przeżycia, których doświadczyłam podczas I trymestru.

Gdy pełna podejrzeń, znając swój rytm biologiczny pewnego ranka postanowiłam sprawdzić czy oby nie poczęła się mała istotka, po utwierdzeniu się na TAK uroniłam kilka łezek. I to nie romantycznych ze szczęścia - to też ale również z niepewności, emocji i rozpoczęcia wielkiego nowego rozdziału w życiu.

Przez kilka pierwszych tygodni nie odczuwałam żadnych oznak ciążowych, które czytałam, że mogą się pojawić. Trudno wtedy naprawdę uwierzyć, że nosi się w sobie nowe życie. Przy pierwszej ciąży (nie wiem jak jest z następnymi) kobieta zaczyna wsłuchiwać się w swój organizm jak nigdy przedtem w życiu.

Z czasem zaczęły pojawiać się typowe, okrutne objawy! Nie potrafię sobie dokładnie przypomnieć kiedy się zaczęły, myślę, że to był jakiś 7-8 tc i trwał nieprzerwanie do około 13-14 tygodnia czyli 2 miesiące. Ponieważ każdy dzień pod względem samopoczucia był taki sam, w pewnym momencie zapomniałam jak to było czuć się normalnie i zaczęłam wątpić czy kiedykolwiek jeszcze się tak poczuję - naprawdę mocno siadła mi również psychika.

Całymi dniami czułam, jakbym była włączona na 15% aby tylko wegetować. Nie miałam siły dosłownie na nic, zmuszenie się do najprostszych domowych obowiązków kosztowało mnie pokładów. Dom był zapuszczony, ja byłam zapuszczona (dosłownie). Chodziłam tylko do pracy gdzie wysilałam się aby pozorować, że nic się ze mną nie dzieje i po południu moja droga od drzwi była tylko jedna - jedną ręką sięgałam po kocyczek i do łóżka. Makijaż ograniczyłam do 1/10, 0 wymyślania strojów, paznokcie pomalowane kilka tygodni wcześniej nie zostały zmyte, ale lakier sukcesywnie sam zszedł :)

Męczyły mnie również do tego okrutne mdłości - od rana do wieczora a nawet im bliżej wieczora tym było gorzej. Wieczne poczucie, że jest mi niedobrze - okropieństwo! Odczuwałam też wstręt do zapachów. Bezmyślnie wyciągnęłam boski żel pod prysznic z Balea o zapachu ananasa i tropikalnych owoców, który jak się domyślacie przysparzał mnie o mdłości - oddałam mężowi.

Niechęć do kosmetyków to następna przypadłość. Niczego nie chciało mi się używać, wszystko mnie drażniło, nie mogłam patrzeć na te wszystkie butelki, tubki, słoiczki.

Jak już pisałam wszystko to sprawiło, że poczułam się źle psychicznie. Miałam wyrzuty sumienia i poczucie winy, że jestem do d**y, że marnuję czas, że kompletnie nic pożytecznego nie robię i co najbardziej mnie dobijało - czułam, że powinnam promienieć szczęściem i radością a nie było tego po mnie kompletnie widać.

Na Święta było już odrobinę lepiej, wtedy zaczął się okres raz lepszego dnia, raz gorszego.

Skupiłam się w pisaniu na samych niedobrych aspektach a są również i te dobre i to one są najważniejsze :) Dzielenie się z najbliższymi tą dobrą nowiną jest bezcenne. Choć trudno może na początku poczuć, że jest się w ciąży to pierwsze, drugie usg nie daje nam żadnych wątpliwości - momenty ogromnego wzruszenia! Jeśli ma się obok troskliwego partnera, wtedy te wszystkie niedogodności stają się nieco lżejsze. Razem przechodzi się przez każdy dzień. Świadomość natomiast, że w nas rodzi się i rośnie nowe życie jest nie do opisania i bezcenna!

Wiem, że są wśród nas blogerowe mamy. Jeśli nie macie nic przeciwko, podzielcie się jak u was wyglądały pierwsze miesiące ciąży.

A to mój maleńki ostatni zakup :)


czwartek, 30 stycznia 2014

Podsumowanie roku z Glossybox.

Na początku zeszłego roku postanowiłam spróbować solidnie zająć się blogiem. Właściwie mogłabym powiedzieć, że zaczęłam dopiero wtedy blogować, bo kilka wpisów sprzed 2013 roku, które pojawiały się co kilka miesięcy nie można było nazwać poważnym podejściem do tematu.

Wcześniej śledziłam bardziej świat You Tube, nawet sama próbowałam swoich sił, lecz zdecydowanie lepiej idzie mi pisanie niż układanie sensownych zdań mówionych. Wtedy też wciągnęłam się w świat blogów na całego.

Z początkiem lutego skusiłam się na 6 miesięczną subskrypcję Glossyboxa. Wybrałam opcję 6 miesięczną, ponieważ w tym pakiecie 1 pudełko wychodzi, że dostajemy za free.


Wiem, że opinie co do sensu wydawania 50 zł co miesiąc w ciemno na nie wiadomo jakie kosmetyki są podzielone. Ja wtedy czerpałam ogromną przyjemność z otwierania comiesięcznej niespodzianki, mogłam finansowo sobie na to pozwolić więc była to moja świadoma i przemyślana decyzja.

Początkowo dostawałam dosłownie lekkiej delirki w planowanym dniu dostarczenia paczki. Nie przeglądałam internetu aby nie natknąć się na zalewające z wielu stron opublikowane przez najszybszych recenzje i opisy zawartości :) W domu najpierw zajmowałam się obiadem, obowiązkami aby wynagrodzić sobie wszystko pod koniec różowym pudełkiem - jakkolwiek głupio to brzmi. Zabierałam się od razu za robienie zdjęć i szykowałam posta.

Po pół roku nie czułam jeszcze nasycenia pudełkami i zamówiłam kolejny 6 miesięczny pakiet. W drugiej połowie roku z każdym pudełkiem ekscytacja i ta radość z zawartości mijała aż pod koniec roku bez żadnego żalu postanowiłam, że żegnam się Glossybox. Nie zapieram się, że nigdy więcej pudełka nie kupię, być może jak poznam zawartość, która mnie wyjątkowo zachwyci skuszę się na jednorazowy strzał.

Przyznam, że w podjęciu takiej decyzji pomogło mi ostatnie świąteczne wydanie Glossyboxa, w którym produktem VIP okazała się próbka perfum :/

Reasumując w 12 pudełkach, które miałam okazję otrzymać znalazło się naprawdę niewiele kosmetyków, które mi całkowicie podpasowały. Zawsze najbardziej cieszyłam się z kosmetyków kolorowych - cokolwiek chyba nie dostałam - byłam zadowolona. 

Przeróżne miniaturki, które przewinęły się przez pudełka często okazywały się przychylne dla mojej skóry, natomiast często ich cena sprawiała, że nigdy nie kupiłam pełnowymiarowej wersji. Polubiłam kilka kremów do twarzy jednak cały czas nie mam okazji aby ponownie je kupić z powodu nagromadzonych zapasów. Były też miniaturki czy wręcz próbki, które pojemnościowo lub ilościowo (np. ampułki) nie mogły wystarczyć, abym faktycznie poznała i ewentualnie polubiła jakiś produkt by go ponownie zakupić. Drażniły mnie miniaturki żeli pod prysznic, których pełne opakowania podawano, że kosztują po kilkadziesiąt złotych. 

Po 12 miesiącach z Glossybox mam ciągle całkiem sporo kosmetyków, których jeszcze nie tknęłam. To kolejny argument, aby przystopować subskrypcję bo lubię kosmetyki wykańczać, nie lubię ich marnować i muszę uporać się z tym, co posiadam zanim zacznę znowu kosmetycznie na całego szoppingować. 

Czy polecam lub odradzam subskrypcję tego typu pudełek? Pozostawiam wam wolny wybór, każdy kieruje się trochę innymi kryteriami podejmując decyzję o ich kupnie. Na szczęście wiele, wiele blogerek, dziewczyn na YT co miesiąc recenzuje pudełka a często potem pojedyncze kosmetyki więc zawsze ich opiniami możemy się zasugerować mając w planach kupienie kosmetyku, który wydał nam się z zawartości którejś edycji interesujący. 

Nie żałuję tego roku z Glossybox i wydanych na niego pieniędzy. Jednak jak napisałam wyżej bez żalu przerywam subskrypcję, nacieszyłam się :)

Oto wydania, których recenzje zamieściłam na swoim blogu:



Jakie jest wasze podejście do podobnych pudełek, subskrybujecie któreś?



wtorek, 28 stycznia 2014

Kolejne kosmetyczne Biedronkowe szaleństwo.

Już pojutrze będzie dostępna w Biedronce kolejna kosmetyczna oferta. Ja od kilku miesięcy omijam drogerie szerokim łukiem (staram się usilnie pomniejszyć swoje zapasy), lecz przeglądając wczoraj gazetkę z ofertą nabrałam ochoty na kilka produktów!

Gazetkę (jeśli jeszcze nie widziałyście) można przejrzeć tutaj:





Osobiście mam ochotę na:
- Lip Smackera
- masło Tutti Frutti
- być może róż Bell
- a może jeszcze woda toaletowa Adidas...

Przejdę się w czwartek i sprawdzę swoją silną wolę. 

Widziałyście już tą ofertę, macie coś upatrzonego?

piątek, 24 stycznia 2014

Nowości, mnóstwo nowości!

Aby ruszyć z normalnymi postami, muszę najpierw rozprawić się z "przeszłością". Mam tu na myśli dosłownie najpierw tygodniami a później miesiącami składowane nowości w reklamówkach, torebkach o zgrozo dla mego męża rosnące w oczach na jednym z parapetów :) Pomimo tego, że jeszcze niedawno nie miałam siły ruszyć nawet ręką to miałam nadzieję, że przyjdzie w końcu dzień (przyszedł dzisiaj), w którym znowu zasiądę do pisania. Nie chciałam ominąć postu w nowościami bo sama lubię przeglądać wasze!

Jest tego (jak dla mnie) naprawdę dużo. Są to rzeczy, które sama kupiłam (ich jest chyba mniejsza część) i te, które dostałam, choćby z okazji minionych imienin czy Świąt.

Mam nadzieję jednak, że posty okraszone dużą ilością zdjęć wchłaniają się szybciutko. Do rzeczy.



To większość prezentów spod choinki :) W tym roku dostałam wybitnie trafne prezenty, każdy był przemyślany i sprawił mi ogromną niespodziankę.


Flower by Kenzo chodziło za mną od wielu, wielu miesięcy. To pierwszy "prawdziwy" perfum, który kiedyś sobie kupiłam i jeden z niewielu jakie miałam okazję posiadać z tych exclusive :) Mój mąż rozpieścił mnie nową butelką, którą będę używała tylko na szczególne okazje.


Prezenty od mamusi - praktyczne i bardzo trafne. Bardzo się cieszę z przepiśnika jako, że jestem u progu zostania prawdziwą gosposią w swojej pierwszej, własnej, prawdziwej kuchni.
 

No i jak się nie cieszyć z takiego kubka :) Od mojego kochanego brata.
 

Skietki i piżama od teściowej :)


To kolejny prezent, który mnie totalnie zaskoczył. Domena - prezent od męża.



A czapa od brata mnie niesamowicie rozśmieszyła. 


Na tej książce kończą się prezenty świąteczne. 





Pasek kupiłam sama, jeszcze gdy naprawdę źle się czułam, jednak ten blask i cena choć na chwilę mnie ukoiły.



Sukienka kupiona jakieś 3 miesiące temu w TK Maxxie. Miałam na nią chrapkę latem, kosztowała około 60 zł. Kupiłam ją kilka miesięcy później na wyprzedaży za 20 zł :) Jest podszyta fajnym tiulem, który sprawia, że dół układa się jak mini bombeczka. Może komuś nie podoba się motyw jabłek ale mnie przekonał od samego początku.


2 lakiery również z TK Maxxa - 20 zł każdy. Mam totalnego bana na kupowanie jakichkolwiek lakierów! Jak nigdy muszę się przy nich trzymać projektu "2 za 1". Nie pamiętam abym kiedykolwiek wykończyła choć 1 lakier do końca - smutne.



Prezent od kuzynki. Trochę ciemny ale chyba będę go dodawać do balsamów lub latem delikatnie na policzki.


To jeszcze kosmetyki, na które skusiłam się przy okazji akcji -40% w Rossmanie.



W Pepco, chyba za 5 zł kupiłam tą paletkę z Accessorize. 


Prezenty od męża na imieniny - kosmetyki ciążowe i Simsy - muszę się do nich przekonać i nauczyć grać.


Kokarda od mojej przyjaciółki. Cała się mieni!


Oliwkę kupiłam jako pierwszą do pielęgnacji brzuszka.


Skarbonka od mamy na imieniny.



Brokacik z Rossmana i puder rozświetlający z Avon.


Cudowny prezent od Lirene - wszystko obecnie używam :)


Jeden z 2 ciuchów, które kupiłam w przeciągu ostatnich 2 mcy - ciążowe spodnie z H&M. Drugi ciuch to bluza, którą ominęłam i nie zrobiłam zdjęć :( 




Prezent od Lirene na Święta - och mieniące się balsamy - coś co uwielbiam!







To kilka rzeczy, które zamówiłam ze sklepu Born Preatty Store.




I na koniec czepka z Reserved, która mi się spodobała przy okazji poszukiwania prezentów na Święta. Kupiłam ją miesiąc później za 20 zł zamiast pierwotnie za 35 :)


I to by było na wszystko. Już mam w głowie kilka rzeczy o których zapomniałam ale nie będę już do nich powracać. Dobija południe, czyli czas na moje drugie śniadanie. Was pozostawiam z postem - miłego czytania a bardziej oglądania. Ściskam was!


niedziela, 5 stycznia 2014

Ding dong - jestem! Aktualizacja ostatnich miesięcy. Nowiny :)

Witajcie!!

Dzisiejszy post będzie mocno personalny, jednocześnie muszę pilnować aby nie przekroczyć granicy dobrego smaku z prywatnymi wynurzeniami :)

Jak pewnie część z was zauważyła, na jakiś czas zniknęłam... Niestety ale dopadł mnie stan, którego nigdy wcześniej w życiu nie doświadczyłam a który krótko mówiąc powalił mnie na łopatki. Tak prawdę mówiąc do tego momentu nie czuję się jeszcze w 100% pełna energii ale jest zdecydowanie lepiej :)

Nie wiecie, jakie często czułam poczucie takiej jakby skruchy, że nie prowadzę bloga na bieżąco, miałam obawy, że ode mnie przynajmniej część z was ucieknie. Jednak absolutnie nie byłam w stanie się przemóc - myślę, że szerzej opiszę wszystko w jakimś osobnym, tematycznym poście. Miło jest mi jednak, że praktycznie nikt z obserwujących nie odszedł. Dziękuję również wszystkim dziewczynom, które zostawiły tyle miłych słów pod postem, w którym "ogłosiłam" przerwę.

Rok 2013 był dla mnie przełomowy i bardzo dużo się działo - ślub, poszukiwanie i kupno mieszkania. Rok 2014 zapowiada się ponownie rokiem zmian i to chyba największych w moim życiu. Wkrótce przeniesiemy się do nowego mieszkania z fantastyczną wizją spłacania go przez kolejne 30 lat :) Natomiast w dalszej części roku nastąpi dla nas największe BOOM! I to jest też przyczyna tej burzy u mnie, trwającej przez ostatnie powiedzmy 2 miesiące. Zilustruję to w sposób zaczerpnięty z dziesiątek filmów ;)




Bardziej jako ogłoszenie nowiny potraktujcie to jako podzielenie się częścią mnie z wami.

Ponieważ wierzę głęboko, że nastaje dla mnie bardziej łaskawy czas pod względem samopoczucia planuje w myślach regularny powrót do blogowania. Na pewno pojawią się posty z nową tematyką :) Nie do zanudzenia, bez obaw!

Żeby za długo nie pisać, myślę, że zakończę informacyjnego posta w tym momencie. Jeśli lubicie czytać posty bardziej "prywatne" to na pewno pojawi się taki z bardziej rozszerzoną gadanianą o ostatnich tygodniach już wkrótce.

Na koniec chciałam Wam życzyć wszystkim dobrego Nowego Roku. Aby okazał się dla was łaskawy, obdarzył was cudownymi momentami i dał siłę na te, z którymi czasami trzeba się boleśnie zmagać. Blogerkom życzę wielu inspiracji i zacięcia w działaniu :)

Dzięki, że jesteście i trzymajcie dalej za mnie kciuki!


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...