poniedziałek, 31 marca 2014

2 trymestr ciąży Kommo.

Powoli ale jednak stanowczo zbliża się koniec 2 trymestru mojej ciąży. Naprawdę nie mogę uwierzyć, że to już 6 miesięcy za mną. Jakie były ostatnie 3 miesiące, jak mój organizm znosił ten szczególny stan i co w międzyczasie u mnie się działo? Jeśli jesteście ciekawe to zapraszam na posta.

Przede wszystkim jak już wspomniałam, nie mogę uwierzyć, że kolejne 3 miesiące za mną. Dopiero co pamiętam jak kończyłam trzeci miesiąc, byłam dumna, że pierwszy trymestr minął i z niecierpliwością oczekiwałam poprawienia fatalnego samopoczucia. O tym co się działo w 1szym trymestrze jeśli jesteście ciekawe a wcześniej się nie załapałyście, możecie przeczytać tutaj. Tak więc czas płynął a ja dzisiaj już nie potrafię sobie przypomnieć kiedy dokładnie nastąpił przełom złego, okropnego, najgorszego w moim życiu samopoczucia. Mogę jedynie założyć, że odbyło się to w miarę w "książkowy" sposób czyli dolegliwości zaczęły stopniowo ustępować po ukończeniu 3go miesiąca. Nastąpił dla mnie autentycznie błogostan pod względem fizjologicznym. Właściwie to mogę powiedzieć, że zaczęłam czuć się normalnie, jak zawsze się czułam przed ciążą, ale ja odczuwałam to jako coś więcej. Dzisiaj powtarzam sobie, że nie chcę pamiętać tamtych 2 miesięcy i ciążę chcę wspominać bardziej przez pryzmat obecnego okresu. Oczywiście "straszą mnie", że najgorsze jeszcze przede mną - obrzęki, bolesne kopniaki, trudności ze snem, ociężałość. Ale jak Scarlet O'Hara nie będę o tym dzisiaj myślała, pomyślę o tym jutro :)

Tak mi się wydaje, że przy pierwszej ciąży kobieta z większą niecierpliwością wyczekuje rosnącego brzuszka. Pamiętam jak w 11, 12 tygodniu wypinałam się i pytałam męża czy już mi urósł. Nie powiem, na pewno był delikatnie bardziej zaokrąglony ale tak znacznie zaczął się powiększać chyba dopiero w okolicach 20 tygodnia. Pisząc ten post jestem w 27 tc i raz wydaje mi się, że mam ogromny brzuch (to chyba w porównaniu z tym jaki był przed ciążą) a raz porównując się do dziewczyn będących w tym samym tygodniu ciąży co ja stwierdzam, że jest w normie. Zdecydowanie można jednak już powiedzieć na gołe oko, że spodziewam się dziecka. Tym bardziej obecnie, gdy piękna pogoda nas rozpieszcza i zimowe okrycia zostały zrzucone.

Najcudowniejszym momentem drugiego trymestru dla mnie okazały się kopniaki maleństwa. Nie było u mnie scenariusza, że poczułam pierwsze kopnięcie i jak wiele osób mi powtarzało, że gdy w końcu je poczuję to zapamiętam ten dzień na zawsze. Ruchy zaczęły się u mnie pojawiać sukcesywnie od około 18 tygodnia ale wtedy jeszcze nie byłam pewna, czy te ruchy to właśnie ruchy dzieciaczka. Upewniłam się tego ufając swojej intuicji w 19tc. Potem już każdego dnia odczuwałam je wyraźniej i częściej. Wiele osób mówi, że od tego momentu kobieta autentycznie czuje, że jest w ciąży. Tak na całego. Ja mogę się pod tym podpisać. Ciąża od momentu, gdy czuję się dzidzię nabiera innego wymiaru. Obecnie jestem na etapie, że ruchy można wyczuć przez skórę brzucha ale cały czas dość delikatnie. Te pierwsze jednak tygodnie, gdy czuje je tylko mama pozwalają na nawiązanie wyjątkowej więzi pomiędzy nią a maleństwem. Od kilku dni zaczynam też czuć nie tylko kopniaki ale słabe przekręcanie się dzidzi, jakby zmienianie pozycji.

Nie raz czytałam i słyszałam, że w ciąży kobieta robi się bardzo ckliwa, nadwrażliwa emocjonalnie i nie trudno pobudzić ją do płaczu. Ja dobitnie zaobserwowałam ten stan u siebie od jakichś 2, 3 tygodni. Ogólnie i bez ciąży jestem bardzo wrażliwą osobą, ale na reklamach gdzie występują niemowlaczki jeszcze jednak nie płakałam, do teraz! Nie powiem, że na każdej, ale w odpowiednim momencie potrafię wybuchnąć chwilowym płaczem (od wzruszenia). Snując refleksje o przyszłości często szklą mi się oczy, płaczę bo mąż coś powiedział nie takim tonem, sprawy małe robią się ogromne i też wytwarzają łzy :) Teraz jak to piszę to chce mi się śmiać, często nawet gdy się rozbeczę to przez te łzy zaczynam się śmiać, że delikatnie przesadzam :)

Póki co sypiam dość dobrze, przyzwyczaiłam się do nocnych przebudzeń i czuwania przez jakąś godzinkę. Przyzwyczaiłam się do ograniczenia sennych pozycji z wielu do trzech. Staram się przyzwyczaić do poczucia, że jest mi ciężej. Ograniczenia ruchowe w takich sytuacjach jak np. depilacja czy zakładanie skarpetek bardzo mnie rozśmieszają. Nigdy nie zastanawiałam się nad tym, że mogę mieć kiedyś podobne problemy.

Nie miewam żadnych napadów zachcianek jedzeniowych. Nie męczą mnie również póki co napady głodu. Nie mam zgagi, nigdy jej nie miałam i nie wiem tak naprawdę co to jest. Jestem ciekawa, czy tak już pozostanie do końca ciąży.

Przede mną ostatnie 3 miesiące. Coraz częściej snuję wizje jak to będzie. Jak nasze życie się zmieni (oprócz tego, że o wiadome 360 stopni), czy damy radę, czy jesteśmy wystarczająco odpowiedzialni, dojrzali, gotowi. Przed nami długa, nowa i niewiadoma droga. Nastawiamy się wyłącznie pozytywnie ale wiadomo, życie pisze swoje niezależne scenariusze. Pomimo tego, że rodzicielstwo to proces występujący na świecie od tysięcy lat to chyba wszystkim parom, które oczekują pierwszego dziecka nasuwają się podobne refleksje i ta niewiadoma ogarnia nasze umysły.

Ważne jest chyba aby umieć podchodzić do wszystkiego z dozą dystansu, często intuicyjnie, instynktownie i czasami spontanicznie. Jak to moja mama powtarza - nie warto myśleć o problemach, których nie ma. Gdy one przyjdą, na pewno nas same odnajdą.

Ja sama, pomimo przyziemnych, życiowych zawirowań, które nie zawsze pozytywnie na mnie wpływają wewnętrznie jestem bardzo szczęśliwa i oczekuję naszego maleństwa. Myślę, że moje życie, nabierze całkiem nowej wartości :)

Tymczasem z mężem kompletujemy wyprawkę. Otrzymaliśmy sporo ciuszków od kilku osób, co nam w przeprowadzkowej sytuacji bardzo ale to bardzo pomogło. Będziemy również mieli łóżeczko, komodę, przewijak, wózek i tego typu sprzęt od mojego kochanego brata. Przeglądanie maleńkich ciuszków jest rozkoszne. Nie mogę się doczekać momentu, gdy będę mogła je wszystkie ułożyć w komódce aby czekały w gotowości bojowej na przyjście potomka.

To chyba na tyle... :) I tak się mocno rozpisałam. Wrzucam jedną fotkę jak mniej więcej wyglądam teraz :)



I znowu zachęcam was do komentowania posta. Może inne ciężarne, lub mamusie przeczytały coś, z czym się utożsamiają. A może z czymś się nie zgadzacie, uważacie, że przesadzam... Dziewczyny, które jeszcze nie planują macierzyństwa też zapraszam do komentowania i dzielenia się refleksjami.

czwartek, 27 marca 2014

Balea - grejpfrutowy żel do mycia twarzy.

Zaczynam rozliczać się z recenzjami kosmetyków, których "sesje zdjęciowe" już dawno wykonałam a nie mogłam się zebrać w sobie aby w końcu usiąść i coś o nich napisać.

Dzisiaj o żelu do mycia twarzy o kuszącym grejpfrutowym zapachu. Na opakowaniu jest napisane, że powinien nas orzeźwić i początkowo od razu takie miałam z nim skojarzenia. Ja jednak żelu do mycia twarzy używam zazwyczaj tylko wieczorem a orzeźwienie kojarzy mi się jakoś z porankiem.




Żel w buteleczce z dozownikiem (mój ulubiony sposób aplikacji żeli do twarzy) w słodkim różowym wydaniu. Pojemność 150 ml. Ceny oczywiście nie kojarzę ale jestem pewna, że jest to kwestia około 2 euro.

Pomimo poręcznej pompki do dozowania sam żel jest skubanie gęsty i przyznam, że aplikacje nie należy do najłatwiejszych. W porównaniu do innych produktów jego wyciskanie idzie dość opornie.




Kosmetyk zawiera w sobie drobinki, o których nic nie wyczytałam na opakowaniu, mogę się domyślać, że są to zanikające przy myciu cząsteczki któregoś ze składników. Czytałam w recenzji innej blogerki, że są to drobinki peelingujące z czym się nie zgadzam.



Żel ma za zadanie łagodnie oczyścić naszą twarz i odświeżyć ją przy pomocy witaminowego koktajlu, składającego się z witaminy C i prowitaminy B5. I teraz słuchajcie, przyznam, że nie jestem maniaczką sprawdzania składu każdego kosmetyku ale nad tym usiadłam. Zastanowił mnie ten witaminowy koktajl. Najpierw okiem totalnego laika przeleciałam po składnikach na opakowaniu, po czym zaczęłam szperać i sprawdzać każdy pojedynczy składnik na necie. Nie wszystkie znalazłam ale i tak wydaje mi się, że nie znalazłam zbyt wiele związanego z podawanymi przez producenta witaminami. Jeśli się znacie to pomóżcie.



Zapach grejpfrutowy przebija ale jest on podłożony dość chemiczną wonią. Mi jakoś mocno nie przeszkadzał, ale nie powiedziałabym, że jest on odpowiedni dla tego rodzaju kosmetyku. Wolałabym coś delikatniejszego i mniej chemicznego.

Po całym tym wstępie może się wydawać, że żel mnie rozczarował. Jednak samo jego działanie było dla mnie całkiem w porządku. Piszę było gdyż produkt jest u mnie na wykończeniu. Żel dokładnie oczyszczał moją twarz, był wg mnie wydajny (jedna pompeczka wystarczy do jednej aplikacji). Nigdy mnie nie podrażnił i pomimo, że na opakowaniu jest napisane, żeby omijać okolice oczu to przyznam, że nie raz domywając makijaż leciałam i po nich i nigdy nie odczułam żadnego pieczenia czy jakiejś nieprzyjemnej reakcji. Ogólnie z samego działania byłam zadowolona.



Podsumowując produkt okazał się dla mnie przeciętnym kosmetykiem, pomimo zadowalającego działania wzbudza u mnie kilka wątpliwości o których napisałam w pierwszej części posta. Nie sądzę abym kiedykolwiek skusiła się na kolejne opakowanie.

Chyba zacznę solidniej analizować składy kosmetyków, szkoda tylko, że przy kupnie jakiegoś produktu nie mam absolutnie jeszcze takiego rozeznania i wiedzy, żebym po przeczytaniu listy składników danego kosmetyku w sklepie, mogła wywnioskować o jego jakości.

Dajcie znać czy miałyście do czynienia z tym żelem i jakie jest wasze zdanie, a może słyszałyście jakieś opinie o nim?


środa, 26 marca 2014

Uchwycone w zdjęciach momenty cz. 6 - ostatnich kilka miesięcy.

Wiecie kiedy ostatni raz wrzucałam zdjęciowy post? W sierpniu zeszłego roku, pół roku temu! W ogóle powiem wam, że moje życie obecnie jest w organizacyjnej rozsypce. W związku z przeprowadzką na nie wykończone mieszkanie, w związku z tymczasowym brakiem mebli, gdzie moglibyśmy się rozpakować nasza codzienność wygląda jak jedna walka. Daliśmy sobie czas na powrót do normalności, uporządkowanie i ogarnięcie mieszkania do stanu, który by nas satysfakcjonował i umożliwiał spokojną i czystą egzystencję do świąt wielkanocnych. Jednak męża rozjazdy i mój coraz bardziej powiększający się brzuch wcale nam w tych planach nie pomagają :) Także ta dezorganizacja i związane nieco ręce rzutują na różne sfery naszego życia, u mnie pada to także na bloga co przejawia się brakiem mojej aktywności.

Anyway! Wpadłam dzisiaj na pomysł (ach, jakże jestem wspaniałomyślna bo 6 miesięczne absencji w tym temacie), że wrzucę w końcu na posta chomikowane na telefonie od dłuższego czasu zdjęcia. Zapraszam was zatem na podgląd moich ostatnich miesięcy :)



Grubas wciśnie się wszędzie.


Lubię tego typu gadżety. Nawet nieco bardziej niż tylko lubię.




W pracy nie może być nudno i sama o to dbam.




Wspomnienie lata. Czy to zdjęcie już nie pojawiło się kiedyś w poście? Być może mogły mi się pomieszać :)


Bez komentarza (dialog z mężem).


Nie mogę się doczekać podobnych, wiosennych obiadków!


Z bratem, który mojego bloga czytuje i subtelnie sobie kpi ze świata beauty ;) Ostatnio żel do mycia Original Source tak mu podpasował, że powiedział mi, że chciałby napisać recenzję. Musielibyście go znać, żeby wyczuć ironię. Ale kocham go ponad wszystko!


Śmiechu było co nie miara przy ślubnej sesji zdjęciowej. Ja pomimo, że nie umiem chodzić na obcasach z gracją to całkiem nieźle wspinałam się w nich do ciężarówy.


Zakupiona przeze mnie kilka mcy temu wymarzona zabawka. 


Udało mi się odzyskać pożarte przez odkurzacz kolczyki.


1sza wizyta u fryzjera, pocieniowałam wtedy włosy po całej długości.


Aaaach wspomnienie cudownego urlopu. Z którego wróciliśmy we trójkę ;)




Nieliczne "selfie". 


To jest Puma. Puma to kocur, którego zaadoptował mój zakład pracy. Z wystraszonego, płochliwego kota zrobił się niesamowitą przylepą. Nic go nie interesowało, że przeszkadzał w pracy kładąc się bardzo często centralnie na biurkach :) Można było go ściągać na ziemię a on powracał jak bumerang :)






A to już nasz model.


Przed drugą wizytą u fryzjera - jakoś w listopadzie zeszłego roku.


Po :)


Mój mąż wyznaje mi uczucie w niestandardowy sposób :)


Nocne czytanie. 


Wiosna na dzień kobiet.


Przeprowadziłam z mamą storczyki. Mama asekurowała.


Rosnę.
 

Rozpusta nad morzem.


Urok PKP.


I to ostatnie zdjęcie ze Stegny, nadmorskiej miejscowości, którą darzę dużym sentymentem.

Obiecuję sobie wziąć się za chwytanie większej ilości momentów w zdjęcia. Lubię takie posty u innych a i ja z sentymentem patrzę na swoje przeszłe już momenty. 

PS. Jesteście jeszcze ze mną? Dajcie znak, że tak, I need you all! :)



sobota, 22 marca 2014

Płyn micelarny Under 20 - hit czy kit?

Należy mi się lincz za blogowanie ale o tym rozpiszę się co i jak u mnie w jednym z kolejnych postów. Dzisiaj mobilizuję się do napisania krótkiej recenzji o płynie micelarnym o działaniu antybakteryjnym firmy Under Twenty.



Sama nazwa wskazuje, że kosmetyki niby są skierowane do nastolatków. Czy my jednak nie lubimy używać kosmetyków, które nie koniecznie są dostosowane do naszego wieku ale świetnie się sprawdzają? Przykładem może być chociażby bardzo lubiany i dobrze oceniany krem BB również od Under Twenty (wcale nie stosowany wyłącznie przez nastolatki)  lub chociażby kosmetyki dla dzieci, po które również sięgamy. Zazwyczaj kosmetyki te są łagodniejsze a zawarte w nich składniki nie powinny nam wyrządzić żadnej krzywdy. No! 30 latka wytłumaczona z korzystania kosmetyków nie koniecznie przeznaczonych do jej grupy wiekowej? Wytłumaczona.



Lubię testować płyny micelarne, już dawno nie miałam typowego płynu do demakijażu. U mnie wcześniej na pewno sprawdziły się np. micelar biedronkowy lub od Bourjois. Byłam zatem bardzo ciekawa jak się sprawdzi kolejny w linii do testowania.

Zaczynając od opakowania, butelka ma pojemność 200 ml, etykiety w młodzieżowym stylu i praktyczny dzióbek dozujący, który zamykamy kliknięciem wieczka. Nie mam do czego się przyczepić.



Płyn jest w miarę wydajny, na pewno jest to zależne od ilości stosowanego przez nas makijażu. Nie przepadałam za jego zapachem, był jakby taki kwaśny...

Najważniejsza jednak kwestia to jego skuteczność. Niestety troszkę się na nim zawiodłam. Zawsze przy demakijażu daję szansę samemu płynowi zadziałać na makijaż - nie zaczynam od razu pocierać oczu a przykładam zwilżony wacik na kilka chwil do przymkniętej powieki. O ile z "rozpuszczeniem" kosmetyków dość dobrze sobie radził to przy dokładnym ścieraniu rozmazywał resztki makijażu na około oczu. Trudno było mi osiągnąć efekt całkowitego demakijażu, zazwyczaj moje oczy wyglądały po wykonaniu rytuału jakbym miała je całkowicie zasiniaczone. Bez problemu oczywiście wszystko schodziło przy myciu twarzy żelem, jednak oczekiwałabym lepszego efektu już po zastosowaniu samego płynu micelarnego, gdyż wiem, że inne produkty dają sobie z tym lepiej radę.

Płyn mnie nijak nie uczulił, nie podrażnił nawet w bliskim kontakcie okolic oczu. Działania antybakteryjnego nie zaobserwowałam ale to tylko i wyłącznie dlatego, że raczej nie borykam się z większymi wypryskami na co dzień. Skóra po zastosowaniu kosmetyku nie była ściągnięta. Producent również informuje nas o działaniu nawilżającym produktu - ja micelar stosuję tylko do demakijażu więc zawsze w kolejności myję jeszcze twarz żelem i nakładam kremy więc nie wypowiem się i w tej kwestii oprócz tego co napisałam już wyżej, że nie czułam nigdy ściągnięcia skóry więc na pewno trochę ją nawilżał.



Chciałabym móc pisać same pozytywne recenzje kosmetyków i najczęściej większa partia z tego co stosuję mi odpowiada. Tym razem jednak zabrakło mi skuteczności. Na pewno nie zakupię kolejnej butelki tego produktu dla siebie.

Dajcie znać czy go znacie i czy stosowałyście a jeśli tak to jaką macie o nim opinię?


czwartek, 6 marca 2014

Wyniki rozdania.

Udało mi się zmobilizować, znaleźć chwilę czasu i wyłonić osobę, która wygrała rozdanie :)

W rozdaniu wzięły udział 22 osoby - była więc całkiem spora szansa na zwycięstwo! Ponumerowałam każde zgłoszenie poczynając od pierwszego do ostatniego. Z zebranej liczby system wygenerował tą jedną - zwycięską, oto ona:






Numer 19 !!! pod którym kryje się blogerka o nicku Sweetday66!

GRATULUJĘ!

Mam nadzieję, że książka choć trochę poszerzy Twoją makijażową wiedzę a kosmetyki umilą codzienność.
Proszę o kontakt w ciągu 3 dni na mojego maila z adresem do wysyłki.

Już wkrótce kolejne, spore rozdanie :)

Dziękuję wszystkim pozostałym dziewczynom za udział w rozdaniu!

wtorek, 4 marca 2014

Informacja dla biorących udział w rozdaniu.

Hej dziewczyny! Końcówka rozdania zbiegła się u mnie z nader napiętym okresem w prywatnym życiu a mianowicie przeprowadzką. Korzystam przez chwilkę z komputera mamy aby prosić was o kilka dni cierpliwości w związku z wynikami rozdania. Sama jeszcze nie mieszkam na nowym, gdyż wiele rzeczy jeszcze wykańczamy i sprzątamy po ogromnym remoncie. Na ile mogę pomagam. Jeśli tylko uzyskam od dnia dłuższą przerwę dla siebie to usiądę jeszcze u mamy i ogarnę temat. Jeśli jednak nie, to z wielką nadzieją wyczekuję nowego tygodnia, od którego myślę wszystko się unormuje. Proszę was zatem o zrozumienie i trzymajcie kciuki za ten szalony okres u mnie :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...