Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rimmel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rimmel. Pokaż wszystkie posty
Kolorowe paznokcie nr 15. Brokat H&M.

Kolorowe paznokcie nr 15. Brokat H&M.

Zaczynam pisać ten wstęp chyba już piąty raz. Chciałam napisać coś mądrego, ubrać w słowa swoje myśli ale jakoś mi dzisiaj nie wychodzi. Po głowie mi chodzi refleksja taka, że pokazuję wam raz na jakiś czas nowości kosmetyczne, których wcale nie jest mało a recenzje tylko garstki z nich pojawiają się na blogu. Muszę to zmienić. 

W ostatnim poście z nowościami pojawiły się dwa lakiery brokatowe z H&M. Dostałam je pod choinkę od mojej mamy, która od zawsze uważa, że absolutnie przesadzam z ilością, jaką posiadam :)

Dzisiaj wykorzystałam wolną chwilę i wypróbowałam jeden z nich. Aby wydobyć i ukazać jego możliwości jako bazę zastosowałam ciemno granatowy lakier z Rimmel w kolorze Blue Vogue (nr 400). Okazał się idealnym wyborem pod H&Mowski brokat.


Byłam całkiem zadowolona z ilości drobinek przekładających się na jednorazowe pokrycie i takie widzicie na zdjęciach. Nie jest to lakier idealny ale nie raz spotkałam się z dużo gorszym nasyceniem brokatu w podobnych top coatach jak np. w tych od Essence. Troszkę popracowałam pędzelkiem przy ich równomiernym rozłożeniu na płytce. Uważam, że jak na jedną warstwę nie wyszło najgorzej. Muszę jednak podkreślić fakt, że jak widzicie paznokietki mam małe i krótkie, przy pięknych i długich paznokciach efekt jednorazowego pokrycia byłby już inny. 

Lakier schnie dość szybko jak większość lakierów brokatowych. Podoba mi się to, że po wyschnięciu paznokcie nadal ładnie lśniły. Czasami tego typu lakiery po wyschnięciu tracą blask i tym samym ujmują efektowi końcowemu. 

Koszt lakieru to 7,90 zł.










Denko nr 7. Marzec - czerwiec.

Denko nr 7. Marzec - czerwiec.

Denko z 4 miesięcy... Możecie mnie zapytać dlaczego przechowuję tak długo puste opakowania w domu. Zapytajcie... Ja też siebie pytam.

Zabierając się czasami konkretnie za krążące mi od jakiegoś czasu pomysły na posty uświadamiam sobie, że zdecydowanie często tracę rachubę czasu. Naprawdę myślałam, że ostatnie denko było no może maksymalnie 3 miesiące temu a okazuje się, że robiłam je przy okresie przeprowadzki już 4 miesiące temu.

Zabieram się dzisiaj za zdjęcia, cieszę się, że tyle kosmetyków mi poszło a to przecież minęły 4 miesiące!

Anyway. Denka ogólnie lubię, nawet jeśli nudzą one innych to jest to takie uspokajające dla mnie samej, że kosmetyki nie tylko hurtowo napływają do mnie w nowych postaciach ale również je autentycznie i do samego końca zużywam!

Tak prezentuje się mój 4 miesięczny zbiór pustych opakowań.





Bardziej wnikliwych zapraszam na szczegółową relację :)


- Original Source Mango i Macadamia żel pod prysznic - lubię ich żele pomimo tego, że są średnio wydajne, średnio się pienią i dozowanie nie należy do najłatwiejszych :).
- Nivea żel pod prysznic - całkiem przyjemny żel, z ochotą z niego korzystałam.


- oliwka Johnson's - recenzja,
- masło The Body Shop - który to raz piszę na blogu, że uwielbiam ich masła?
- Eveline oliwkowy krem regenerujący - przyjemny jak dla mnie krem do stosowania zarówno do ciała jak i osobiście dla mnie również do twarzy. Na twarz nie używałam go codziennie ale bywały dni, że miałam na niego ochotę. Dawał mi naprawdę dobrą dawkę nawilżenia. 


- Lirene - peeling enzymatyczny. Produkt, który ze wstydem dla mnie okazał się mocno przeterminowany :( Stał tak na półce wypchnięty przez ziarniste peelingi i czekał aż go zauważę i wyrzucę. A bardzo go lubiłam i nie było to jedyne opakowanie tego produktu u mnie.
- tonik Lirene nawilżająco - oczyszczający. Nie wiem nigdy za bardzo co napisać konkretnego o tonikach. Bardzo przyjemny i odświeżający produkt - myślę, że zdecydowanie kupię go ponownie.
- Under 20 płyn micelarny - recenzja.
- Balea żel do myia twarzy - recenzja.
- Lierac - płyn do demakijażu - miniaturka z Glossyboxa, rewelacyjny produkt. 


- Dr Irena Eris - krem nawilżająco - matujący. Bardzo go lubiłam, był delikatny a jednak czuło się zadowalające nawilżenie. Miał też specyficzny, ładny zapach, który zawsze będzie kojarzył mi się z podróżą poślubną :) recenzja
- Avon - rozświetlający krem do twarzy. Z kosmetykami pielęgnacyjnymi od Avon jestem na bakier ale ten produkt mnie zaintrygował i postanowiłam go wypróbować. Żałuję, że w odpowiednim czasie nie napisałam o nim recenzji bo naprawdę mi się spodobał. Nadawał ładnego ale absolutnie nie przesadnego błysku na twarzy jak delikatna baza rozświetlająca. Mógłby lepiej nawilżać. Kto wie, czy go kiedyś jeszcze nie kupię o ile go nie wycofają, co Avon często robi. 
- krem do twarzy Aloe Vera. To był bardzo ciekawy produkt, zakupiony bezpośrednio przy plantacji i fabryce wytwarzającej produkty na bazie aloesu na Fuerteventurze. W jego skład wchodziło ponad 60% samego soku z liści aloesu (pierwszy składnik na liście) a wiadomo jak dobroczynnym składnikiem dla skóry jest aloes. Zużyłam go szybciutko, nie był bardzo wydajny ale zdecydowanie dobroczynny dla skóry twarzy.
- odżywczy krem AA - treściwy i dość gęsty krem. Stosowałam go zimą i bardzo lubiłam. 
- Pharmaceris krem pod oczy - recenzja.


- Rexona antyperspiranty - sama jakoś nigdy nie sięgam po dezodoranty w sprayu i właśnie te 2 dostałam przy różnych okazjach w prezencie. Nie mam im nic do zarzucenia, przyjemne i ładnie pachnące, odświeżające produkty. 
- mgiełka Avon - wiem, że większość z was nie lubi Avonu, ja tej firmy ani nie uwielbiam ani nie nienawidzę. Ponieważ jestem od X lat ich konsultantką i zamawiam kosmetyki dla znajomych to i dla siebie zawsze coś wypatrzę. Mgiełki kupuję regularnie i bardzo je lubię w okresie wiosenno - letnim. 
- Avon Pur Blanca Blush - bardzo często za to kupuję ich wody toaletowe. Mam kilku swoich ulubieńców. Pur Blanca Blush zdecydowanie przypadła mi do gustu.


Szampon Pharmaceris - recenzja. Z racji, że drastycznie skróciłam swoje włosy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, zużywam zdecydowanie mniej szamponów. Włosy myję co 2, 3 dni. 


- Rimmel Wake Me Up podkład - niestety recenzji o nim nie było a szkoda, bo u mnie ten podkład się sprawdził. Ładnie pokrywał, nie dawał sztucznego efektu maski, wyrównywał kolory skóry.
- Essence maskara wydłużająca rzęsy - to moje drugie opakowanie tego tuszu. Ładnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Przy tym opakowaniu jednak doświadczyłam odbijania się tuszu na górnej powiece (nie regularnie, sporadycznie) i jakoś szybko mi wyschła. Dlatego pozostaje lekkie rozczarowanie. 
- Grashka maskara również wydłużająca. Co do tej maskary mam mocno mieszane odczucia. Nie do końca rozumiałam jakby smolistej konsystencji, od samego początku była taka gęsta i jakby ciągnąca się. Miałyście może z nią do czynienia? Lubiłam jej szczoteczkę (chyba ją doczyszczę i zachowam). Efekt na rzęsach był oporny do uzyskania ale jednak nie był jakiś najgorszy. Dalej nie wiem co o niej myśleć, mam mocno niesprecyzowane zdanie...
- H&M błyszczyk. Jak oni nimi kuszą przy kasie, pada sztuczne światło, one się mienią jak oszalałe i w ten sposób mam ich chyba z 3, tzn już tylko 2 sztuki. Są kleiste ale przez do dłużej się utrzymują na ustach. Ja je lubię, do szybkiego przelecenia nimi po spierzchniętych ustach np. będąc w mieście a preferując bardziej glossy efekt niż po użyciu zwykłego sztyftu. 


Na koniec próbeczki. O nich bez komentarza, no może jeden - mogłabym przez 4 miesiące zużyć ich znacznie więcej!

Jest ktoś kto przebrnął przez całego posta? Dajcie znać :)





Kwietniowy Shinybox.

Kwietniowy Shinybox.

Od razu przyznaję się, że kwietniowe pudełko Shinybox kupiłam aby się dopieścić i sprawić samej sobie niespodziankową przyjemność. Do podjęcia decyzji zachęciła mnie informacja o 5 pełnowymiarowych produktach. Nie subskrybuję Shinybox, jednak znając zawartość poprzedniego pudełka, sprezentowałam je sobie po raz pierwszy w zeszłym miesiącu. W tym zaś, kupiłam go nie wiedząc co jest w środku. Ach, doczytałam tylko, że ma w nim być produkt do rzęs, który je odżywia i sprawia, że mogą nam odrobinę urosnąć. Ta informacja dodatkowo mnie przekonała do kupna pudełka. Żeby nie było nie oczekiwałam żadnego Revitalasha :)

Tak więc po problemach, które Shinybox miał w tym miesiącu z rozsyłką pudełek dostałam i ja swoje. Otworzyłam i pierwsze co ukazała mi się skserowana kartka z informacjami o produktach. Serio, skserowana. Myślę, że część osób dostała ładnie wydrukowaną kartkę. Wiem, że to szczegół ale właśnie w dopieszczonych szczegółach tkwi urok tego typu subskrypcji.



Nie czytając opisu odgarnęłam bibułkę i łapczywie rzuciłam okiem na zawartość. Zezując spoglądałam raz na kartkę z opisem, raz na zawartość pudełka, po czym zaczęłam jednak czytać po kolei z kartki co znajduje się w środku i oglądać dany produkt :)

Pokażę wam więc po kolei co w nim było i zarysuję moje odczucia. Musze jednak jeszcze napisać, że nad tym pudełkiem faktycznie jakby jakieś fatum ciążyło bo nawet papierowe wydzierki wypełniające pudełko były wyjątkowo uciążliwe, było mnóstwo elektryzujących się do wszystkiego paprochów, które jakimś cudem znalazły się również w kartonikach od produktów, w cieniach do powiek, już nie mówiąc o oblepionych w papiereczkach dłoniach. Najpierw musiałam wszystko oczyścić.

Dobra, idziemy po kolei.




Wspomniany krem do rzęs, jestem ciekawa czy zadziała na moich. Z tego produktu jestem zadowolona. 



Jedwab w płynie. Ma za zadanie ochronić nasze końcówki włosów. Moje wymagają emergency podcięcia i nic już ich nie zespoli, kiedy podetnę jednak włosy to z pewnością zużyję otrzymany jedwab aby je chronić. Produkt ok, obecnie nie posiadam żadnego jedwabiu ani serum na końcówki włosów.



Tusz do rzęs firmy Grashka. Nigdy wcześniej nie miałam żadnego kosmetyku z tej firmy. Szczoteczka mnie oczarowała od pierwszego ujrzenia ale przyznam się, że już raz nim pomalowałam rzęsy i średnio zachwycił mnie uzyskany efekt. Na pewno dam mu szansę. Produkt ok, lubię testować tusze do rzęs.



Bez rozpisywania - na pewno się przyda.




Kolorówką nigdy nie gardzę. Mam tego tony ale póki co nie dojrzałam, aby powiedzieć, że mam za dużo. Zawsze przygarnę nowe produkty.


Na koniec otrzymałam próbkę odżywki do włosów i czytałam u jednej blogerki, że u niej była ona przeterminowana. Ja nie zdążyłam nawet spojrzeć bo tego samego dnia ją od razu zużyłam. Krzywdy moim włosom nie zrobiła, szału też nie było.

Teraz podsumowując przyznam, że każdy z powyższych kosmetyków mi się przyda i na pewno go zużyję. Jednak są to kosmetyki mało luksusowe, powiedziałabym przeciętne i na pewno nie zachwyciły mnie na tyle, aby zdecydować się na kupno kolejnego pudełka, nie mówiąc o subskrypcji. Słyszałam podobne opinie do mojej, że Shinybox jakościowo troszkę przegrywa z Glossybox. Ja nie mam dużego porównania ale na podstawie tych dwóch wydań mogę się z tym zgodzić. 

Nie zarzekam się, że nigdy nie kupię już żadnego Shinyboxa ale póki co rezygnuję i będę czekała na ewentualną edycję, której zawartość będę znała i będę chciała wtedy świadomie ją nabyć. 

Wrzucam jeszcze zdjęcie makijażu wykonanego w dużej mierze przy użyciu brązowego cienia z otrzymanego duo z Rimmel.