Denko z 4 miesięcy... Możecie mnie zapytać dlaczego przechowuję tak długo puste opakowania w domu. Zapytajcie... Ja też siebie pytam.
Zabierając się czasami
konkretnie za krążące mi od jakiegoś czasu pomysły na posty uświadamiam sobie, że zdecydowanie często tracę rachubę czasu. Naprawdę myślałam, że ostatnie denko było no może maksymalnie 3 miesiące temu a okazuje się, że robiłam je przy okresie przeprowadzki już 4 miesiące temu.
Zabieram się dzisiaj za zdjęcia, cieszę się, że tyle kosmetyków mi poszło a to przecież minęły 4 miesiące!
Anyway. Denka ogólnie lubię, nawet jeśli nudzą one innych to jest to takie uspokajające dla mnie samej, że kosmetyki nie tylko hurtowo napływają do mnie w nowych postaciach ale również je autentycznie i do samego końca zużywam!
Tak prezentuje się mój 4 miesięczny zbiór pustych opakowań.
Bardziej wnikliwych zapraszam na szczegółową relację :)
- Original Source Mango i Macadamia żel pod prysznic - lubię ich żele pomimo tego, że są średnio wydajne, średnio się pienią i dozowanie nie należy do najłatwiejszych :).
- Nivea żel pod prysznic - całkiem przyjemny żel, z ochotą z niego korzystałam.
- masło The Body Shop - który to raz piszę na blogu, że uwielbiam ich masła?
- Eveline oliwkowy krem regenerujący - przyjemny jak dla mnie krem do stosowania zarówno do ciała jak i osobiście dla mnie również do twarzy. Na twarz nie używałam go codziennie ale bywały dni, że miałam na niego ochotę. Dawał mi naprawdę dobrą dawkę nawilżenia.
- Lirene - peeling enzymatyczny. Produkt, który ze wstydem dla mnie okazał się mocno przeterminowany :( Stał tak na półce wypchnięty przez ziarniste peelingi i czekał aż go zauważę i wyrzucę. A bardzo go lubiłam i nie było to jedyne opakowanie tego produktu u mnie.
- tonik Lirene nawilżająco - oczyszczający. Nie wiem nigdy za bardzo co napisać konkretnego o tonikach. Bardzo przyjemny i odświeżający produkt - myślę, że zdecydowanie kupię go ponownie.
- Lierac - płyn do demakijażu - miniaturka z Glossyboxa, rewelacyjny produkt.
-
Dr Irena Eris - krem nawilżająco - matujący. Bardzo go lubiłam, był delikatny a jednak czuło się zadowalające nawilżenie. Miał też specyficzny, ładny zapach, który zawsze będzie kojarzył mi się z podróżą poślubną :)
recenzja
- Avon - rozświetlający krem do twarzy. Z kosmetykami pielęgnacyjnymi od Avon jestem na bakier ale ten produkt mnie zaintrygował i postanowiłam go wypróbować. Żałuję, że w odpowiednim czasie nie napisałam o nim recenzji bo naprawdę mi się spodobał. Nadawał ładnego ale absolutnie nie przesadnego błysku na twarzy jak delikatna baza rozświetlająca. Mógłby lepiej nawilżać. Kto wie, czy go kiedyś jeszcze nie kupię o ile go nie wycofają, co Avon często robi.
- krem do twarzy Aloe Vera. To był bardzo ciekawy produkt, zakupiony bezpośrednio przy plantacji i fabryce wytwarzającej produkty na bazie aloesu na Fuerteventurze. W jego skład wchodziło ponad 60% samego soku z liści aloesu (pierwszy składnik na liście) a wiadomo jak dobroczynnym składnikiem dla skóry jest aloes. Zużyłam go szybciutko, nie był bardzo wydajny ale zdecydowanie dobroczynny dla skóry twarzy.
- odżywczy krem AA - treściwy i dość gęsty krem. Stosowałam go zimą i bardzo lubiłam.
- Rexona antyperspiranty - sama jakoś nigdy nie sięgam po dezodoranty w sprayu i właśnie te 2 dostałam przy różnych okazjach w prezencie. Nie mam im nic do zarzucenia, przyjemne i ładnie pachnące, odświeżające produkty.
- mgiełka Avon - wiem, że większość z was nie lubi Avonu, ja tej firmy ani nie uwielbiam ani nie nienawidzę. Ponieważ jestem od X lat ich konsultantką i zamawiam kosmetyki dla znajomych to i dla siebie zawsze coś wypatrzę. Mgiełki kupuję regularnie i bardzo je lubię w okresie wiosenno - letnim.
- Avon Pur Blanca Blush - bardzo często za to kupuję ich wody toaletowe. Mam kilku swoich ulubieńców. Pur Blanca Blush zdecydowanie przypadła mi do gustu.
Szampon Pharmaceris -
recenzja. Z racji, że drastycznie skróciłam swoje włosy w ciągu ostatnich kilku miesięcy, zużywam zdecydowanie mniej szamponów. Włosy myję co 2, 3 dni.
- Rimmel Wake Me Up podkład - niestety recenzji o nim nie było a szkoda, bo u mnie ten podkład się sprawdził. Ładnie pokrywał, nie dawał sztucznego efektu maski, wyrównywał kolory skóry.
- Essence maskara wydłużająca rzęsy - to moje drugie opakowanie tego tuszu. Ładnie rozdziela rzęsy i je wydłuża. Przy tym opakowaniu jednak doświadczyłam odbijania się tuszu na górnej powiece (nie regularnie, sporadycznie) i jakoś szybko mi wyschła. Dlatego pozostaje lekkie rozczarowanie.
- Grashka maskara również wydłużająca. Co do tej maskary mam mocno mieszane odczucia. Nie do końca rozumiałam jakby smolistej konsystencji, od samego początku była taka gęsta i jakby ciągnąca się. Miałyście może z nią do czynienia? Lubiłam jej szczoteczkę (chyba ją doczyszczę i zachowam). Efekt na rzęsach był oporny do uzyskania ale jednak nie był jakiś najgorszy. Dalej nie wiem co o niej myśleć, mam mocno niesprecyzowane zdanie...
- H&M błyszczyk. Jak oni nimi kuszą przy kasie, pada sztuczne światło, one się mienią jak oszalałe i w ten sposób mam ich chyba z 3, tzn już tylko 2 sztuki. Są kleiste ale przez do dłużej się utrzymują na ustach. Ja je lubię, do szybkiego przelecenia nimi po spierzchniętych ustach np. będąc w mieście a preferując bardziej glossy efekt niż po użyciu zwykłego sztyftu.
Na koniec próbeczki. O nich bez komentarza, no może jeden - mogłabym przez 4 miesiące zużyć ich znacznie więcej!
Jest ktoś kto przebrnął przez całego posta? Dajcie znać :)