wtorek, 27 czerwca 2017

Energetyzująca pielęgnacja twarzy Lirene Vitamin Energy.

Nadeszło lato, czas gorąca i upałów. Czas kiedy potrzebujemy różnorakiego orzeźwienia. Nasza skóra również upomina się o zastrzyk energii. Dzisiaj przedstawię wam idealny zestaw na tę porę roku (i nie tylko), który niedawno wypuściła jako nowość marka Lirene.

Mowa o kosmetykach zawierających w sobie potrójny kompleks witamin C, Dpro i E. Przeznaczone są one dla skóry po 30 roku życia, ich zadaniem jest odmłodzenie, wzmocnienie skóry, ochrona komórek DNA i walka z pierwszymi oznakami starzenia.



Jakie konkretne działanie mają witaminy zawarte w kosmetykach Vitamin Energy?

* Wit. Duo C - hybrydowe połączenie dwóch form witaminy C
  •     1. Aktywna forma lipofilowa, zapewniająca doskonałe wchłanianie. Działa odmładzająco, rozświetla cerę i chroni DNA komórek skóry, niwelując negatywne skutki promieniowania UV.
  •     2. Stabilna witamina C zamknięta w liposomach. Dociera do głębokich warstw skóry, stymulując syntezę kolagenu. 
* Wit. Dpro - stymuluje syntezę receptora witaminy D, likwiduje skutki jej niedoboru w skórze, wzmacnia barierę naskórkową i utrzymuje odpowiedni stopień nawilżenia.

* Witamina E - znana i ceniona "witamina młodości". Skutecznie walczy z oznakami starzenia oraz działa stabilizująco na witamię C.



Ok, tyle wstępem informacji od producenta. Teraz przejdziemy na bardziej potoczny język. Opowiem wam w przystępny sposób jak witaminowe kosmetyki sprawdziły się u mnie i czy są godne polecenia.

Używałam jednocześnie trzech kosmetyków z serii: odżywczego kremu głęboko nawilżającego na dzień i na noc, skoncentrowanego StimuSerum i żelu do mycia twarzy.

Osobiście lubię kolory i różnorodność w kosmetykach. Z całym szacunkiem dla klasyki ale opakowania i soczysty kolor kosmetyków Lirene już w sporej części od samego początku mnie kupiły. Nie mam im nic do zarzucenia. Krem otrzymujemy w klasycznym słoiczku, żel do mycia twarzy w opakowaniu, które dzięki płaskiemu zamknięciu możemy postawić do góry nogami (co pozwoli nam zużyć kosmetyk do samego końca) a serum w szklanej buteleczce z pompką.

Zacznijmy od oczyszczania.

Żele do mycia twarzy to u mnie kosmetyk, bez którego wieczorna pielęgnacja nie jest możliwa. Wiem, że niektóre osoby ograniczają się do np. płynu micelarnego jednak ja muszę codziennie umyć twarz typowo oczyszczającym produktem i zmyć go zwyczajnie wodą.




Energetyzujący żel Vitamin Energy jest wyjątkowo gęsty przez co bardzo wydajny. Naprawdę symboliczna dawka wystarczy na jednorazowe użycie. Żel w kontakcie z wodą lekko się pieni, zawiera w sobie mikrokapsułki (występują one w każdym z kosmetyków), które oczywiście w kontakcie ze skórą pękają. Jego zapach jest istotnie energetyczny, może troszkę chemiczny ale mi bynajmniej nie przeszkadza. Skóra po umyciu jest idealnie oczyszczona i gotowa do dalszej pielęgnacji czyli kroku z użyciem StimuSerum.

Serum aplikujemy za pomocą pompki. W moim egzemplarzu chodzi ona dość opornie, być może tylko w moim. Używamy go wieczorem na skórę twarzy, szyi i pod oczami. Przyznaję, że konsekwentnie omijam w pielęgnacji swoją szyję (kiedyś tego pożałuję), natomiast pod oczy używam swojego ulubionego kosmetyku dlatego serum lądowało jedynie na twarz.



Wcześniejsze kosmetyki tego typu, które miałam okazję używać były w całkowicie płynnej postaci i po ich nałożeniu czułam dość mocne ściągnięcie skóry twarzy oraz potrzebę nałożenia kremu. Szczęśliwie nie mogę tego samego powiedzieć o StimuSerum z Lirene. Produkt jest co prawda w żelowej postaci co mogłoby się wydawać również spowoduje uczucie dyskomfortu jednak ten kosmetyk zaskakuje. Daje odczucie nawilżenia, odświeżenia a skóra nabiera aksamitności w dotyku.



Ostatnim etapem witaminowej pielęgnacji jest krem, który można stosować na dzień i na noc. Krem jak pozostałe produkty z serii posiada charakterystyczny, witaminowy zapach. Plus dla jednych, minus dla drugich osób. Ja zdecydowanie to lubię. Zawiera również mikrokapsułki, które pękają podczas smarowania. Jest kremowy i bardzo delikatny, szybko się wchłania. Pozostawia na skórze delikatny film, którego odczucie szybko zanika.



Zarówno połączenie serum i kremu jak i zastosowanie samego kremu sprawia, że skóra staje się bardzo gładka i aksamitna w dotyku. Podobny efekt daje zastosowanie silikonowej bazy pod makijaż. Krem nie wypełnia porów ale daje naprawdę wyjątkowy efekt delikatności skóry. Niesamowicie mnie tym ta linia ujęła. Wspomnę, że krem świetnie się sprawdza pod makijażem. Skóra po jego użyciu się nie świeci, krem jak wspomniałam szybko się wchłania. Używałam go raz pod makijaż na klientce, która sama zapytała się co takiego jej nałożyłam. Spodobało jej się odczucie na skórze ale też sam zapach. Oczywiście poleciłam jej całe trio.



Powiem wam, że dawno nie byłam tak zadowolona z drogeryjnych kosmetyków do pielęgnacji twarzy jak z witaminowego zestawu od Lirene. Każdy z trzech kosmetyków wg mnie jest warty uwagi i polecenia. Są to idealne kosmetyki na letni okres. Żel idealnie oczyszcza twarz z makijażu, odświeża skórę a serum oraz krem ją odżywiają, nawilżają i sprawiają, że wygląda na odmłodzoną i wypoczętą. Nuta zapachowa oraz kolor pomarańczowy kosmetyków autentycznie dodają naszej skórze energii. Zachęcam do wypróbowania!







czwartek, 1 czerwca 2017

Meet Beauty 2017

Podejście do napisania posta nr 2. Jest jakaś kombinacja klawiszy, która powoduje, że znika część tekstu. Regularnie mi się to naciska co jakiś czas i podcina skutecznie skrzydła powodując, że w danym momencie się poddaję z pisaniem. Nie doszłam jeszcze jaka to kombinacja a tym bardziej jak ten tekst wtedy odzyskać :) To tyle tytułem nieistotnego wstępu. Przechodzę do konkretów.

Trzeci raz miałam okazję uczestniczyć w konferencji Meet Beauty a w tym roku odbyła się jej trzecia edycja, podsumowując - byłam na wszystkich. Mam zatem możliwość podsumowania tej i porównania jej do poprzednich.



Porównując do poprzednich, tegoroczna edycja Meet Beauty została zorganizowana z największym rozmachem. Oprócz tego, że miejsce odbywania się imprezy było "przytulone" do trwających równocześnie targów Beauty Days to sama konferencja trwała po raz pierwszy aż 2 dni.



Jak co roku wszyscy uczestnicy mogli brać udział w tematycznych warsztatach (w grupach 50 osobowych) jak i ogólnodostępnych wykładach. W wolnym czasie większość dziewczyn i jeden bloger buszowało pośród stanowisk targowych (włącznie ze mną).



W tym roku po raz pierwszy nie miałam problemu z dostaniem się na wybrane warsztaty. Uczestniczyłam w warsztatach NeoNail, Golden Rose (prowadząca Karolina Zientek wydała mi się w realu jeszcze bardziej sympatyczna niż na YT), Gosh i Eylure. Niestety w związku z napiętym grafikiem wysłuchałam w tym roku tylko jednego wykładu - na temat fotografowania kosmetyków.




Najfajniejszymi dla mnie okazały się być warsztaty NeoNail gdzie mogłyśmy poćwiczyć malowanie wzorków nowymi lakierami z serii Aquarelle, oraz Eylure gdzie przyklejałyśmy sobie sztuczne rzęsy. Nie była to dla większości żadna nowość ale przyklejanie sztucznych rzęs na raz przez 50 dziewczyn było momentami zabawne i był to bardzo sympatycznie spędzony czas. Poznałyśmy przy okazji warsztatów Eylure wszystkie modele rzęs jakie oferuje firma włącznie z ich nowościami.





Bardzo pozytywnym punktem dla mnie był również wykład Natalii z bloga Jest Rudo, która przez 45 minut pomimo, że w szybkim tempie, to opowiadała wszystko tak składnie i płynnie, że miałam wrażenie, że wszystko trwało zaledwie z 15 minut. Można byłoby jej słuchać przez kolejne 2 godziny. Porady przedstawione przez Natalię były niby proste i oczywiste a jednak zawsze przydatne i do wykorzystania.



Cała konferencja przeleciała bardzo intensywnie i szybko. Organizacja bez zarzutu oprócz jednego znaczącego faktu... Niestety dla mnie nie sprawdził się pomysł odbywającego się Meet Beauty razem z targami kosmetycznymi. Po pierwsze wszędzie panował spory hałas, na warsztatach dobiegały odgłosy z sąsiedniej sali oraz samych targów co było dość męczące. Po drugie możliwość chodzenia po targach oprócz oczywistych plusów miała też swoje minusy. Fakt ten wpłynął na mniejszą integrację wszystkich uczestników, bo osoby zwyczajnie się rozpraszały w każdej możliwej chwili. Pod tym względem zdecydowanie lepiej wypadła zeszłoroczna edycja, która odbywała się na Stadionie Narodowym. Było tam kameralniej i spokojniej.

Ta edycja pozostanie jednak szczególnie w moich wspomnieniach z jednego powodu a mianowicie integracji towarzyskiej. W nocy z soboty na niedzielę spałyśmy z kilkoma dziewczynami w hotelu Atos. Urządziłyśmy sobie wspólnie wieczorny, pokojowy melanż (pozdro dla Monusi, Pudernicy, Sylwii, Mazgoo i Kamili), a że mi i mojej najważniejszej i najlepszej towarzyszce podczas całej konferencji (kochanej Alicji) było mało, to po nałożeniu wieczorowego, świeżego mejkapu ruszyłyśmy w warszawskie tango. Hasło "impreza" stawia mnie na nogi momentalnie bez względy na okoliczności i poziom zmęczenia. Tak też się stało. Ogólnie była tona śmiechu, siedziałyśmy wszystkie z "saute" twarzami (ja i Alicja jedynie chwilowo) i buzie nam się nie zamykały. Było świetnie.

Po nieprzespanej nocy - widzę swoje zmarszczeczki jakby co ;)

Podsumowując... Co było super? - sama konferencja, możliwość uczestnictwa, wyrwania się z domu, podróży, zdobycia nowej wiedzy i utrwalenia tej już posiadanej, spotkanie koleżanek po fachu. Czego żałuję? Otóż po raz kolejny nie poznałam się z kilkoma osobami, które tak dobrze kojarzę z blogów i Instagrama. Wciąż brakuje mi tej odwagi i impulsu do przełamania się. Żałuję też, że nie wszystkie dziewczyny rozpoznałam a potem kojarzyłam, że jednak one również były na konferencji. Minusikiem też było miejsce odbywania się imprezy. Ten hałas był trochę nieznośny.

Ogólnie jednak jak zawsze wróciłam do domu szczęśliwa, zmęczona ale tak bardzo pozytywnie, zmotywowana i z dodatkową chęcią do działania. Wisienką dla mnie na Meet Beauty torcie było otrzymanie nagrody w postaci wszystkich dedykowanych toreb za wykonane i opublikowane podczas imprezy zdjęcie na Instagramie. Lans w Policach będzie konkretny!

Wyróżnione zdjęcie.


Dziękuję organizatorom za kolejną możliwość uczestnictwa w konferencji Meet Beauty. Mam nadzieję - do zobaczenia za rok!

PS. Każda z dziewczyn wróciła do domu z toną darów losu oraz kilkoma dodatkowymi kilogramami zakupów z targów Beauty Days. O tym i o tym w jednym z kolejnych postów!











środa, 17 maja 2017

Co kupiłam na promocji -49% w Rossmannie.

Wcale nie aż tak dawno jeszcze temu o Rossmannie było wyjątkowo głośno za pomocą kolejnej obniżki cen kosmetyków kolorowych o -49%. Nie sama promocja obiła się największym echem po całej Polsce a bardziej cała reszta czyli walka o kosmetyki, zachowanie klientek, deficyty asortymentu itd. Dla mnie osobiście momentami było to trochę aż śmieszne.

Ja tym razem byłam nastawiona bardzo luzacko, miałam kilka kosmetyków na liście, które chciałam kupić ale bez żadnej presji. Do Rossmanna zaglądałam kilka razy ponieważ w moim mieście stoi on obok sklepu, gdzie najczęściej robię spożywcze zakupy. Gdy po wejściu widziałam zbyt duże tłumy wokół kolorówki - robiłam wycofkę. Ostatecznie jednak z zakupów jestem zadowolona. Udało mi się wszystko kupić w nienaruszonym stanie i wykreśliłam większość kosmetyków, które miałam na swojej "chciej liście".

Zobaczcie co sobie przywłaszczyłam :)



O bazach Bielendy czytałam na kilku blogach i były to pozytywne opinie. Już kilka razy sięgałam po nie w Rossmannie i zawsze coś mnie powstrzymywało. Tym razem przy promocji nie mogłam nie spróbować. Wyglądają świetnie ale ciekawe jak u mnie się sprawdzą. Póki co wypróbowałam bazę białą ale nic wam jeszcze o tym co o niej myślę nie powiem. Muszę dać jej i im więcej czasu.
 

Volum Million Lashes L'oreal to już klasyk, który każda z nas powinna chociażby raz przetestować. Skusiłam się natomiast z ciekawości na nowość Rimmel czyli Volume Shake.


W dziale z podkładami i korektorami zaopatrzyłam się w może nie ulubiony ale lubiany przeze mnie True Match, którego poprzednia buteleczka właśnie mi się skończyła oraz podkład Provoke Dr Ireny Eris i korektor Radiance Bourjois, które z kolei podpowiedziała mi żeby kupić moja kochana Alicja Witza.


Serum Eveline to mój KWC. Jest to chyba już 4 z kolei tubka tego produktu, bez którego nie wyobrażam sobie pomalowania swoich rzęs. Recenzję możecie przeczytać tutaj:

Odżywka do rzęs 3 w 1 Eveline.

Żelu do brwi Wibo nie kupiłam przypadkowo, słyszałam, że pomimo niskiej ceny jest całkiem fajny. Zobaczymy :)


Fixer od Lirene chodził mi po głowie od dawna, również jego jestem bardzo ciekawa. 


Czekoladowy bronzer Lovely był na mojej liście zakupów natomiast paleta rozświetlaczy Wibo nawet nie wiedziałam, że istnieje. Przegapiłam informację o jej wyprodukowaniu. Wygląda obłędnie, to mieniące się opakowanie... (tu emota z sercami zamiast oczu).

Co nowego u mnie? A no sporo ale nie czas i nie ten post aby o tym wam opowiedzieć, z resztą część z was na pewno mnie śledzi na Instagramie, gdzie jestem zdecydowanie bardziej na bieżąco.

Tymczasem już pojutrze wyruszam do Stolicy na Meet Beauty! Jestem podekscytowana z dwóch powodów - samej imprezy, spotkania się z wieloma z was (i mam nadzieję, że w końcu poznania!) ale i samej przerwy od obowiązków domowych, życiowych i bycia mamusią (łatwo mówić a potem będę beczeć za swoją Pucią). 

Dajcie znać czy kupiłyście również jakieś kosmetyki z tych, które sama nabyłam. No i z kim się zobaczę już w sobotę???
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...