Urban Decay Eyeshadow Primer Potion–gdy tubka zaczyna się kończyć…

Urban Decay Eyeshadow Primer Potion–gdy tubka zaczyna się kończyć…

Dzisiaj zaprezentuję wam krótko ile produktu można jeszcze uzyskać z tubki starszego modelu bazy Eyeshadow Primer Potion, która wydaje się, że się kończy. Bez rozpisywania się, ponieważ jest bardzo wiele filmików na ten temat w internecie, zaprezentuję wam zdjęcia jak wyglądało rozbrojenie tubki w moim wykonaniu.


udpp a1   udpp a2

Przygotowanie produktu do operacji Uśmiech Jak widzicie moja baza była naprawdę mocno użytkowana.

udpp a3

Pierwsza czynność to przekrojenie bazy w najszerszym jej miejscu. Uwaga – OSTROŻNIE!!!

udpp a4

Tu wyraźnie widać ile bazy jeszcze tam się osadza. Urban Decay, aby osiągnąć większą wydajność produktu, zaczął produkować aplikatory z lekko zakrzywioną końcówką – jednak nie do końca udało im się całkowice wyeliminować problemu marnowania części produktu. Obecnie produkują bazę w tubkach, z której możemy wycisnąć ostatnią kropelkę naszego cudownego kosmetyku.

udpp a5

Kolejnym miejscem przecięcia jest dół tubki – ta czynność jest nieco trudniejsza gdyż plastik w tym miejscu jest nieco grubszy. Jak widać u mnie do dna, gdzie było jeszcze troszkę bazy powpadało zbyt dużo plastikowych wiórków od przecinania, dlatego zrezygnowałam z tej części wydobytego kosmetyku. Ale i tak najwięcej produktu uzyskałam przecinając bazę u góry.

udpp a6   udpp a7

Faza pakowania odzyskanej bazy do słoiczka i efekt końcowy Uśmiech

Musicie wiedzieć, że baza umieszczona w takim słoiczku jest narażona dużo bardziej na kontakt z powietrzem przez co nigdy nie udało mi się do końca wykorzystać tego, co odzyskałam z przeciętych tubek. Pod sam koniec była już zbyt gęsta, nakładanie jej na powieki było wręcz raniące dla delikatnej skóry. Tym razem spróbuję, gdy już będzie niepokojąco gęstnieć, dodać kilku kropli Duraline Inglota. Zobaczymy co tego wyjdzie.

Do następnego. Pozdrawiam!
Masła  Masła  Masła

Masła Masła Masła

Hej!

Wymyśliłam na dzisiaj post nt. maseł do ciała, o którym myślałam już od dawna. Bardzo lubię taką formułę nawilżania ciała a wcale nie stosuję jej od dawien dawna. Zaraz po kupieniu jednego opakowania posypały się kolejne – inne zapachy. Najpierw postanowiłam, że zanim kupię kolejne – najpierw wykończę pierwsze. Jednak ani się obejrzałam a miałam już 5. Na tym od kilku miesięcy mój stan stoi Uśmiech

Za co lubię te kosmetyki? Po pierwsze podoba mi się i bardziej odpowiada opakowanie w szerokim jakby słoiku zamiast butelki z balsamem. Być może jest to mniej higieniczne rozwiązanie ale używając regularnie masła szybko zużywamy warstwy więc nie ma większego problemu z osadzaniem się zanieczyszczeń na kosmetyku, które pozostawałoby w zamkniętym opakowaniu.
Zapach i kolor to kolejne atuty, za które je uwielbiam. Oprócz pielęgnacji używanie ich sprawia mi wizualną przyjemność. Jest spory wybór maseł na rynku i chyba każdy znajdzie odpowiedni dla siebie zapach. Myślę, że zapach to główna cecha charakterystyczna tych produktów. Owocowe, słodkie – aż chciałoby się posmakować!
Rzecz jasna - głównym celem produktu jest pielęgnacja naszego ciała. Każde masło ma inne właściwości – przede wszystkim jest to nawilżenie. Myślę jednak, że większość pań wybierając masło zastanowi się najpierw jak chciałoby po jego zastosowaniu pachnieć Uśmiech

Poniżej pokazuję mini kolekcję moich maseł. Smaruję się nimi codziennie rano, to moje minimum. Jak to miło jak zapach podąża za mną przez długi dzień w pracy bo przede wszystkich dla niego chce mi się ich używać regularnie z rana. Nie będę ukrywać, że ciężko mi się zabrać do codziennego nawilżania więc cieszę się, że znalazłam kosmetyki, których przyjemność użytkowania mobilizuje mnie do ich codziennego stosowania.

Zapomniałam dodać jeszcze jeden ważny atut – cena!! Większość z maseł dostępnych w drogeriach typu Rossmann, Natura itd. kosztuje w granicach kilkunastu zł (zazwyczaj mniej niż 15). Często można skorzystać z promocji i wtedy kosztują nawet mniej niż 10 zł.

Krótko teraz o moich masłach.

DSC_0002

DSC_0004   DSC_0018
Masło z Perfecty kakaowe. Super konsystencja – idealna dla mnie masłowa konsystencja. Jest delikatny jak jedwab Uśmiech Świetnie się rozprowadza i wchłania i pachnie kakaowo.

DSC_0006   DSC_0017
Soczyste mango z Eveline. To było moje pierwsze masło. Ma podobnie do Perfecty wspaniałą konsystencję – może delikatnie rzadszą ale za to zapach utrzymuję się naprawdę długo na naszej skórze.

DSC_0012   DSC_0013
Pomarańczowe masło z The Body Shop. Znowu świetna konsystencja i zapach, który po otworzeniu pokrywki od razu mocno daje nam po nozdrzach! Wyśmienita pomarańcza w kosmetycznym wydaniu!

DSC_0010   DSC_0020
Waniliowe masło z Farmony, które po otworzeniu wygląda jak waniliowe lody. Ma delikatnie mniej intensywny zapach ale bardzo przyjemny. Jego konsystencja powiedziałabym jest ciut bardziej galaretkowa ale tylko ciut. Posiada czarne drobinki, które wyglądają jak mak, a które po roztarciu znikają na naszej skórze.

DSC_0011   DSC_0015
Ostatnie masło z BeBeauty z Biedronki. To masło jest niestety najsłabszym masłem z całej kolekcji a to za sprawą faktu, że bardzo ciężko się rozsmarowuje na skórze. Jest zbite, jakby twarde, bardziej przypomina jakąś pastę BHP. Nie odpowiada mi też do końca zapach, który wydaje mi się dość sztuczny i mango raczej nie przypomina. Ale to masło ma w sobie coś, co przynajmniej mnie uwiodło i nie poddam się mu i nie odrzucę w kąt Uśmiech a mianowicie – drobinki! Kupując je nie zwróciłam uwagi na ten szczegół a tylko dzięki niemu co jakiś czas wcieram tą papkę w siebie (np. dzisiaj) bo uwielbiam wszystko co się mieni – brokaty, wszelakie kosmetyki z drobinkami, rozświetlacze itp. Drobinki są delikatne i spokojnie mogę używać tego kosmetyku idąc do pracy.

Podsumowując, masła to bardzo pachnące i przyjemne w używaniu, nie drogie kosmetyki. Fajny pomysł na drobny prezent dla przyjaciółki, mamy. Jeśli ktoś lubi kosmetyki aromatyczne na pewno powinien je posiadać w swojej kolekcji.

Jeśli używałyście albo używacie pokazane przeze mnie masła chętnie poczytam wasze opinie na ich temat.
Zakupione.

Zakupione.


Oto kilka nowości zakupionych na przełomie ostatnich dni.

1 (14)
Płyn micelarny Bourjois - to już trzecia buteleczka z rzędu. Pozostałe rzeczy to dla mnie nowości. No, może oprócz wkładu cienia KOBO. Jestem ciekawa jak odżywka i tusz się sprawdzą dla mnie. Odżywek z Pantene chyba jeszcze nigdy nie używałam. Zestaw do stempelków Essence wypróbowałam i…. Napiszę o tym w osobnym poście!

Zrobiłam sobie postanowienie, że zacznę składać paletę z cieniami KOBO. Z racji, że mam naprawdę dużo cieni Inglota (przynajmniej tak mi się wydaje) to przystopowałam z kupowaniem wkładów do palet. Jednak nie zaprzeczę swojego kolekcjomaniactwa w tej kwestii i dałam sobie psychiczne pozwolenie na powolne składanie nowej palety. Cienie mają tą fajną właściwość, że są długoterminowymi kosmetykami pod względem przydatności. Ten, który teraz kupiłam jest satynowy w kolorze przybrudzonego fioletu – zależy pod jakim kontem spojrzymy. Jest piękny.

Wracając do tematu posta – czy posiadacie któreś z tych kosmetyków albo już je kiedyś używałyście? Jestem ciekawa waszych opinii. Jak wyrobi mi się zdanie na ich temat to postaram się napisać co o nich myślę.

Kilka innych zdjęć kosmetyków.

1 (16)  DSC_0029
1 (17) 1 (19)